wtorek, 1 sierpnia 2017

Rozdział 6. cz 2

Budzi mnie chłodny dotyk na policzku. Otwieram oczy i dostrzegam ciemność. Dopiero co zasnęłam... Przytomnieję kiedy mój wzrok zauważa sylwetkę przy łóżku, a ja sama czuję, że mojej skóry dotyka ostrze noża. Chcę krzyknąć, ale z mojego gardła nie wydostaje się ani jeden dźwięk. Ktoś zabiera nóż ode mnie i mruczy coś pod nosem. Ja wiem kim on jest.
– Czego chcesz? – pytam pocierając ręką gardło.
–To chyba jasne skoro tu jestem – odzywa się zachrypnięty głos.
– Masz czego chciałeś. Dopiekłeś Louisowi.
Śmieje się cicho i siada na łóżku. Czuję ręce, które odsuwają kołdrę ze mnie. Dlaczego ten koszmar nie chce się skończyć? Oplatam swój brzuch rękami i odsuwam się od mężczyzny.
– Chcę ciebie. On po prostu był problemem, musiałem się go pozbyć. To samo zrobiłem z twoim ojcem. Wiesz kto będzie następny, kochanie? – łapie mnie za kostkę i przyciąga ku sobie.
Naprawdę nie spodziewałam się, że w całej tej jego grze chodzi o mnie. Teraz ogarnia mnie panika. Nie może mnie skrzywdzić, nie może skrzywdzić mojego dziecka.
– Podpowiem ci – pochyla się i dotyka dłonią w rękawiczce mojego policzka. – Twój szaleńczo zakochany w tobie brat. On będzie następny. W końcu już nikt nie stanie na mojej drodze. Są naprawdę irytujący. I tak przegrają. Wiedzieli to od początku, a doprowadzili do całej tej szopki.
– Harry, przerażasz mnie – kręcę głową powoli się odsuwając. Nie mam szans uciec szybko z tak dużym brzuchem.
– Więc mnie słuchaj. Niall zabierze cię do domu. Twój brat podłączy zabezpieczenia, bo wie, że będę cię śledził. A ty spakujesz swoje rzeczy i uciekniesz. Rozumiesz?
Kręcę głową patrząc na niego wielkimi oczyma.
– Tak, tak właśnie zrobisz, skarbie – pochyla się i całuje mnie w policzek.
- Jestem w ciąży kretynie - warczę. Przecież w życiu nie narażę tak dziecka.
– No właśnie - uśmiecha się. - I dlatego mnie posłuchasz. Bo nie chcesz skrzywdzić maleństwa. Bez problemu wyjdziesz w nocy. Twój brat ci ufa.
– I co jak urodzę? Wyrzucisz je? – piszczę.
– Dlaczego miałbym to zrobić? Nie jestem taki okrutny. Choć miałem nadzieję, że twój ojciec umrze – wzdycha rozczarowany.
– Przestań! – krzyczę nie mogąc tego słuchać.
Serce mi bije jak oszalałe i z trudem łapię oddech. Po prostu nie potrafię zrozumieć tej sytuacji. Mój tata... Przez niego jest w szpitalu, walczy o życie. Czy Harry ma jakieś uczucia?
– Cicho – zakrywa mi usta. – Christophe Malik zginie, więc lepiej bądź grzeczną dziewczynką – syczy.
Patrzę mu w oczy i zaczynam szlochać. Styles znowu chce się odezwać, ale słyszymy kroki na korytarzu. Przyciska palec do moich ust i szybko się odsuwa. Staje w kącie pokoju. Gdy drzwi się otwierają, światło nie dochodzi do mężczyzny. Patrzę na Nialla nie mogąc nic powiedzieć.
– Z kim rozmawiałaś? – pyta, podchodząc do łóżka.
– Koszmar – odpowiadam starając się uspokoić oddech.
– Gówno prawda – rozgląda się uważnie i odwraca do drzwi.
– Niall, wyjdź z mojego pokoju – mówię trochę panikując.
Harry wyszedł niezauważalnie. Nie wiem czemu nie powiedziałam Niallowi. Może dlatego, że ten jest bez broni.
Blondyn już na opuszczać pokój, ale zatrzymuję go mój krzyk. Potworne skurcze są odczuwalne raz za razem.
– Hollyday! – podbiega do łóżka. – Oddychaj, błagam. Uspokój się. Nie będę tu przyjmował porodu.
– Boli – płacz zamienia się dosłownie w ryk. Strach i ból tylko się potęgują.
Moja babcia wpada do pokoju. Próbuje mnie uspokajać, gdy Niall dzwoni po karetkę.
Nie chcę jeszcze rodzić. To za wcześnie. Boże, jeszcze nie..
Na sygnale jadę do szpitala. Wiem, że Niall jedzie zaraz za nami. Mam na ustach maskę tlenową i oddycham głęboko, próbując się uspokoić. Pociesza mnie myśl, że wody mi nie odeszły.
Cholernie chciałabym, żeby był teraz ze mną Louis. Przytulić się do niego i usłyszeć, że wszystko będzie dobrze. Potrzebuję go, a ta sytuacja jest okropna. Nie ucieknę z domu. Nie ucieknę do Harry'ego. Nie zamierzam milczeć. Współpracując z policją mogę pomóc sobie, Louisowi i nam wszystkim. Ukrywanie takich rzeczy niczego nie przynosi. Niczego dobrego. Właśnie przez kłamstwa jest tak jak jest.
Dojeżdżamy do szpitala w ekspresowym tempie. Od razu zajmuje się mną ginekolog. Podaje mi odpowiednie leki, które pomagają mi i minimalizują skurczę oraz uspokajają. Jest znaczna poprawa. Jestem na skraju snu gdy jeszcze dostrzegam Christophe'a wchodzącego do sali. Potem odpływam.
Jest ze mną, gdy jem śniadanie. Jest, gdy wychodzę ze szpitala około trzynastej po południu. Pyta, czy wszystko dobrze, ale nie dużo rozmawiamy. On jest zmartwiony tym wszystkim, a ja nie mam siły na dyskusję.
Na szczęście blondyn decyduje się zostać w Londynie. Przynajmniej na jakiś czas. Teraz codziennie odwiedzamy tatę w szpitalu.
Siedzę przy jego łóżku i trzymam za rękę. Opowiadam mu o wszystkim i mam nadzieję, że to słyszy. Chciałabym, aby się obudził i ucieszył, że będzie dziadkiem. Właśnie zdałam sobie sprawę, że gdyby nie Louis, straciłabym bardzo ważną dla siebie osobę. A on w zamian za to co zrobił siedzi w więzieniu. Christophe jest prawdziwą świnią! Powinien mu chociaż pomóc. Złożyć jakiekolwiek zeznania. Boże, trzeba złapać Harry’ego zanim zrobi jeszcze komuś krzywdę. Nawet mojemu bratu. Dlatego teraz naprawdę zaczęłam współpracować z Marc 'em. Ufam mu. Chyba przez to co robi dla Louisa. Niewiele jeszcze mogę, ale powiedziałam mu o groźbach Harry’ego. O wizycie w Bradford pięć dni temu. To wszystko trafi do prokuratury. Od nowa będą badać każdy dowód i poszlakę. Najistotniejsze byłyby zeznania taty, lecz na to jeszcze nie mogą liczyć. Lekarz powiedział, że niedługo go wybudzą. Ale kiedy jest to niedługo?
Wzdycham cicho i całuję go w policzek, podnosząc się. Mam wielką ochotę pojechać do domku w lesie albo do mieszkania Louisa. Spędzanie czasu z moim bratem w domu stało się denerwujące, uciążliwe i niekomfortowe – po prostu mam go dość. Znowu mnie ogłupił i namieszał w głowie.
Nie mogę mu zaufać już nigdy więcej. Na pewno nie po tym wszystkim. Wychodzę ze szpitala i uśmiecham się na widok komisarza. Zabiera mnie na widzenie.
- Mam bardzo dobrą wiadomość - mówi, kiedy jestem już po kontroli przez strażników i czekamy w sali widzeń. Tym razem nie jest to pomieszczenie tylko dla jednej pary. To duża sala, w której znajduje się kilka stolików.
– Słucham – patrzę na niego uśmiechając się. Chcę wiedzieć.
– Louis będzie miał niedługo przepustkę. Sprawuje się bardzo dobrze, sprawa w toku, no i był dobrym policjantem. Nawet przymykają oko na te jego bójki na stołówce.
– Bójki? – dopytuję zaniepokojona.
– Tak, czasem więźniowie go prowokują.
– Kiedy ta przepustka? – Chcę myśleć o pozytywnych rzeczach.
– Za kilka dni – uspokaja mnie. – Jestem tu zbędny. Macie pół godziny – oznajmia i wychodzi.
Do pomieszczenia wchodzą więźniowie, na których czekają rodziny. Wstaję, widząc zmierzającego w moją stronę bruneta. Moje serce od razu przyspiesza, a maluch zaczyna akrobacje. Chyba oboje się za nim stęskniliśmy.
– Cześć, kochanie – Louis uśmiecha się do mnie i obejmuje ramionami. – Jak się czujesz? Wszystko dobrze?
– Bywało lepiej – przyznaję z uśmiechem. – Słyszałam o przepustce.
– O, a ja nie. Niezła niespodzianka – delikatnie mnie całuje. Jego lekki zarost drapie moją skórę. Louis jednak odsuwa się i kuca, układając dłonie na brzuszku. – Hej, szkrabie. Wiesz, jestem twoim tatą. Chciałbym mówić do ciebie codziennie, ale nie za bardzo mogę. Wybaczysz mi?
Uśmiecham się słysząc tak dużo miłości w jego głosie. On musi być razem z nami. Wiem, że chce naszego dziecka i kiedy wyjdzie stworzymy normalną rodzinę. Może jestem młoda, ale moje priorytety i ambicje uległy dużej zmianie. Nie chcę adrenaliny. Chcę miłości, ciepła, może trochę namiętności. Zależy mi na spokoju.
– Kocham cię, aniołku. Musisz poczekać na mnie, nie śpiesz się tak bardzo i nie dawaj mamie do wiwatu – szepcze i podnosi się.
- Ostatnio naprawdę czuję się jak tykająca bomba choć do terminu jeszcze ponad miesiąc. - tłumaczę z żalem.
Każe mi usiąść i sam zajmuje miejsce naprzeciwko. Łapie mnie za ręce.
- Prosiłem, żebyś się nie denerwowała i żebyś pojechała do Doncaster. Nie żartowałem, Holly. Dlaczego tego nie zrobiłaś?
- Pojawiły się małe komplikacje... myślałam, że Marc ci powiedział.
- Tak, powiedział. Ale to wydarzyło się potem. Proszę, posłuchaj mnie. Weź dane od Marca i pojedź do Doncaster. Tam będziesz bezpieczna, przysięgam. Nie zostawaj przy bracie. Jest celem Stylesa, prawda? Właśnie.
- Harry u mnie był. Groził... - jemu pierwszemu mówię dokładnie wszystko.
Przykłada moją dłoń do swojego policzka.
- Będziesz bezpieczna. Nie dotknie cię. Obiecuję. Już nigdy więcej.
- Nie mogę narażać moje brata Louis. Jeżeli coś mu się stanie, nie wybaczę sobie tego.
- Twój brat jest znów w Londynie. Masz gang i ludzi - odpowiada cicho. - Poradzi sobie. Ty masz wyjechać. Czy możesz chociaż raz mnie posłuchać?
– On go zabije... – dlaczego nie może mnie zrozumieć. Nie chcę ryzykować, ale nie mam wyboru.
– Nie zabije. Gdy jesteście razem jesteście łatwym celem, do cholery. Posłuchaj policjanta. Wiem, co to strategia. Twój brat nie zawsze myśli. Ale z ma ludzi i da radę. A ty masz wyjechać i na mnie poczekać. Nie poproszę kolejny raz, Holly. Nic mu nie będzie. Nic. Pomyśl o dziecku.
Wzdycham i zrezygnowana kiwam głową. Użył czułego punktu. Dziecko. Jest przecież najważniejsze, bo jest bezbronne. Nie obroni się, jest skazane na moją pomoc. Louis ma rację. Muszę wyjechać.
– Chciałem ci coś powiedzieć, ale... nie wiedziałem jak. Zacząłem czytać Biblię. Nie wiem dlaczego. Może chciałem ją w końcu zrozumieć. Może z nudów. Ale wiesz, znalazłem słowa, które idealnie opiszą to, co czuję.
Miłość nie zazdrości. Nie szuka poklasku. Nie unosi się pychą. Nie dopuszcza się bezwstydu. Nie szuka swego. Nie unosi się gniewem. Nie pamięta złego... – wzdycha cicho. – Wszystko znosi, wszystkiemu wierzy. We wszystkim pokłada nadzieje. Wszystko przetrzyma... Miłość nigdy nie ustaje.
Uśmiecham się i odgarniam swoje włosy na jedno ramię. Znam ten fragment i również uważam, że bardzo dobrze oddaje on miłość. Pierwszy raz wyznał mi miłość. To naprawdę... Cudowne uczucie. Tak, tak mogę to opisać.
- Ja ciebie też - odpowiadam cicho, patrząc mu w oczy.
- Nie mów tak - uśmiecha się. - Nie zgadzaj się ze mną.
- Co? - śmieję się. Kompletnie go nie rozumiem.
- Nie mów ja też. To tak jakbyś tylko popierała moje słowa.
- Nie chcę mówić tych dwóch słów w więzieniu przy tych wszystkich ludziach. - kręcę głową.
- Dobrze. Więc niedługo zobaczymy się w Doncaster - mówi z naciskiem. - Tylko jakbyś mogła wpaść do mojego mieszkania i wziąć kilka moich ubrań... I zorientować się, co ze Spectre. Nie, to żebym się martwił...
- Twój skarb jest bezpieczny - zapewniam go.
- Uff, kamień z serca - śmieje się. - A mój skarb w powiększonym zestawie ma o siebie dbać.
- Do kogo mam tam jechać? To miasto jest mi zupełnie obce.
- Wszystkiego dowiesz się od Marca - powtarza.
- Niech będzie - ufam mu. Wiem, że chcę dla mnie i dziecka jak najlepiej.
- To może pocałujesz mnie na pożegnanie? - unosi brew i uśmiecha się do mnie cwaniacko.
Cieszę się, że stara się być w dobrym humorze. Na mnie też świetnie wpływa jego obecność. Nie denerwuję się, jestem po prostu szczęśliwa.
- Nie lubię pocałunków przed rozstaniem - krzywię się, ale i tak łączę nasze usta pochylając się nad małym stolikiem między nami.
- Moja piękności - szepcze w moje wargi. - Dbaj o siebie - prosi i pomaga mi wstać. Widzenie dobiega końca.
- Ty również - wstaję i wychodzi macham mu dopóki nie znika za drzwiami.







1 komentarz:

  1. Straciłam już nadzieje, a tu taka niespodzianka! Nowy rozdział!
    Louis jest świetny, nie mogę się doczekać aż wyjdzie na przepustke i spotka się z Holly w normalnych okolicznościach. Super opowiadanie, czekam na więcej.
    Pozdrawiam i życzę dużo weny!

    OdpowiedzUsuń