niedziela, 10 stycznia 2016

Rozdział 12

W nosie mam burzę. Deszcz zalewa wszystko, nie mając litości. Obejmuję się ramionami, bo wieje mocny wiatr. Włosy przyklejają mi się do policzków. Idę przed siebie coraz bardziej mokra. Dochodzę pod jakąś melinę. Chowam się pod dachem i pospiesznie wyciągam z kieszeni spodni telefon. Dzwonię do Louisa. Trzęsę się z zimna, wszystko przylepia się do mojego ciała. Zamykam oczy i wsłuchuję się w sygnał. Na szczęście moje męki zostają przerwane przez chłopaka.
– Holly?
– Możesz po mnie przyjechać? – pytam z nadzieją. - Proszę...
– Gdzie jesteś? Słyszę deszcz, więc nie w domu.
– Pod klubem nocnym przy....przy starym wysypisku – podskakuję, gdy jakiś gość na mnie gwiżdże.
– Nie rozłączaj się – prosi.
Odwracam głowę i widzę faceta w średnim wieku. Idzie w moją stronę, zataczając się.
– O nie, nie, nie...– rozglądam się za jakąś drogą ucieczki.
– Hej, laleczko – uśmiecha się do mnie. – Jesteś jakby... mokra?
– Po prostu biegnij, Hollyday – słyszę w słuchawce.
Nawet nie wiem kiedy upuszczam telefon i zaczynamy biec. Nie patrzę za siebie. Z całych sił biegnę wąskimi uliczkami przede mną. Odwracam głowę. Mężczyzna biegnie, ale przez alkohol, nie jest w stanie mnie dogonić. Nie zatrzymuję się jednak. Pokonuję kolejne przecznice i prawie wpadam pod auto. Unoszę jednak głowę i dostrzegam znajomy samochód. Boże, jak dobrze... Stoję oparta o maskę Spectre i patrzę na Louisa za kierownicą.
Nie trwa to długo, bo Louis wypada z auta i bierze mnie w ramiona. Podnosi mnie i nie czekając na nic, sadza po stronie pasażera. Jak lalka opadam na siedzenie i pozwalam się zapiąć. Chłopak zamyka drzwi i wraca na swoje miejsce. Odjeżdża stąd bardzo szybko. Zamykam oczy, przecierając twarz ręką. Chyba dlatego mój brat tak mnie chroni.
Przypominam sobie rozmowę Christophe'a z Liamem. Zastanawiam się czy powiedzieć brunetowi. Nie wiem co mam robić i to jest okropne. Nie powinni walczyć w wyścigu o opuszczenie miasta. Boję się o Louisa. Wygra albo nie. Podobno Harry również jest dobry.
– Nie chcę tego wyścigu... – mówię ledwo słyszalnie.
– Ja też, tylko nie mam wyjścia. Co robiłaś sama w deszczu w tej okolicy? Hollyday, on ci mógł... Mógł cię skrzywdzić – patrzy na mnie, zatrzymując się na światłach. – Bałem się, nie wiesz jak bardzo - wyciąga rękę i dotyka mojego policzka.
– Martwiłeś się o mnie? – pytam cicho.
– Oczywiście – odpowiada od razu.
– Christophe chcę skrzywdzić Harrego – mówię wiedząc już teraz, że mogę mu zaufać. – Boi się, że możesz przegrać.
Louis przez chwilę nic nie mówi, ale widzę jak zaciska ręce na kierownicy. Powoli rusza i jedzie naprawdę zgodnie z przepisami. Wciąż milczy, a ja nerwowo poprawiam włosy.
Co jeśli nie powinnam jednak o tym mówić? Ale przecież nie mogę pozwolić by Liam zabił Harrego.
– Widzisz twojemu bratu musi naprawdę na mnie zależeć skoro chce zabić człowieka. Wiem, że wpakuje mnie w niezłe gówno. Zgaduję, że powodem jest moja anonimowość. Nikt nie wie kim jestem. Oczywiście, gdy policja mnie zgarnie odkryją odciski palców i pewnie znajdą mnie w bazie. Ale Christophe mnie nie zna. Nie zna moich danych.
– Nic mu o tobie nie powiedziałam. – zapewniam go.
– Wiem – patrzy na monitor, a dłoń przenosi na moje kolano. – Ale nie zabije go. Nie martw się. Zmienię warunki wyścigu.
– To znaczy? - patrzę na niego niepewnie.
– Nie poczuj się jak rzecz, nie traktuję cię tak, ale chcę, abyśmy zawalczyli o ciebie. Przecież oto mu chodzi. Ale ja wygram i nic się nie zmieni, przysięgam.
– Harremu na mnie nie zależy… – mówię skołowana. Mimo tego co powiedział jednak poczułam się trochę jak rzecz.
– Zależy, żeby cię zdobyć. Myślisz dlaczego wybrał mnie na rywala? Bo chce się mnie stąd pozbyć - odpowiada i ściska moje kolano.
– Więc jeśli on wygra...
– Nie wygra - odpowiada od razu. - Nie mów tak. Gdybym nie miał pewność, nigdy bym... Ale dobrze. Jeśli masz obawy, to postawię inny warunek. Coś wymyślę.
– Nie – teraz to ja przejeżdżam palcem po jego policzku. – Ufam ci.
– To dużo znaczy – mówi cicho.
– Porozmawiaj ze Stylesem. Tak jak mówisz – proszę go. – Myślisz, że się zgodzi? A mój brat?
– Pieprzę twojego brata w tym momencie. To nie jest jego wyścig. To wyścig mój i Stylesa, więc spokojnie - podjeżdża pod swój blok. – Obiecaj mi coś - patrzy w szybę.
– A co takiego?
– Nigdy więcej nie będziesz chodzić sama w takie miejsca.
– Byłam zła. – tłumaczę.
– Obiecaj – odwraca głowę w moją stronę.
– Postaram się. – posyłam mu delikatny uśmiech.
Pochyla się i odgarnia mi mokre włosy z twarzy. Przechodzi mnie przyjemny dreszcz, ale zaraz potem przypominam sobie, że wszystko się do mnie przykleja. Zerkam w dół i widzę prześwitujący stanik. Nie uważam tego jednak za sexowne. Wyglądam jak zmokła kura. Muszę się przebrać. Koniecznie. Wracam wzrokiem na twarz Louisa i widzę, że myślał o tym samym.
– Znowu? Serio? Ubrań mi zabraknie - wzdycha.
– Tamte oddam – obiecuję z ręką na sercu.
– Jasne – prycha i kiwa głową.
Widzę jak niechętnie wysiada z auta w ten deszcz. Ja mimowolnie zerkam jeszcze na odległość Siedzenia kierowcy od kierownicy. Jak tam się mają zmieścić dwie osoby? Tutaj nawet cofnięcie fotela, niewiele by pomogło. Dziewczyna Nialla musiała być nieźle wygimnastykowana. Przecież ta kierownica na pewno wbija się w plecy, a głowa uderza o sufit. Sama nie wiem... Drzwi od mojej strony otwierają się, a ja podskakuję. Moje głupie fantazje... Szybko ogarniam swoje myśli i wysiadam. Mężczyzna zamyka auto i wchodzimy do środka. W mieszkaniu Louisa od razu udaję się przebrać. Mam koszulkę i za duże spodnie od dresu. Jakoś dam radę. Zmywam rozmazany makijaż i związuję włosy w koka. Wychodzę z łazienki w lepszym humorze. Nie chcę wracać myślami do tej ucieczki. Zastanawiam się gdzie może być Louis i znajduję go w kuchni siedzącego przy stole. Mam nadzieję, że nie popsułam mu żadnych planów. Podchodzę bliżej i widzę, że czyta jakąś książkę. Chyba biograficzną. Wokół siebie ma sporo notatek.
– Co robisz? – zwracam na siebie jego uwagę.
– Uczę się życia – uśmiecha się do mnie i odkłada długopis. Na nosie ma okulary. Pasują do niego. – Oczywiście nie mogłem iść do lekarza. Musiałem załatwić to przez kolegę – wskazuje na oprawki. – Chodź na kolana.
– Dobrze ci w okularach- uśmiecham się i zajmuję wskazane miejsce.
Opiera podbródek o moje ramię. Zerkam na ladę. On naprawdę uczy się o życiu. Jak lekcja wosu.
– Po co ci to? – pytam.
– Bo niczego nie pamiętam. Nie wiedziałem co to giełda i o co chodzi z kantorem.
– Zrób sobie przerwę… – mruczę, jeżdżąc nosem po jego szyi.
– Zamierzam. W końcu mam gościa – obejmuje mnie ramieniem. Wzdycham cicho, ładnie pachnie.
– Kiedy porozmawiasz z Harrym?
– Dzisiaj wieczorem. Pójdę do klubu. Jest właścicielem tego lokalu, w którym był nalot - przypomina mi.
– Będę mogła zostać?
– Twój brat.
– Mieliśmy małą kłótnię...
– Małą? – zdejmuje okulary i patrzy mi w oczy.
– Nienawidzę tego co się teraz dzieje – oplatam jego szyję.
– Co ci powiedział? Poszło tylko o zabicie Harry'ego? – jeździ ręką po moim udzie.
- Nie do końca..
Nie wiem dlaczego, ale wszystko mu opowiadam. Wtedy czuję ulgę, bo wiem, że Lou mnie rozumie. Nie chcę tej całej sytuacji z Christophe, ale on nie daje mi wyboru.
- Mogłabym ci zrobić masaż? - pytam nieśmiało.
- Nagła zmiana tematu? - unosi brwi zdziwiony. - Dopiero co mi się skarżyłaś. Ale dobrze. Jak chcesz, to rób. Mnie się przyda.
- Wszystkie te rozmowy mnie dołują - tłumaczę bawiąc się jego włosami.
Przytula mnie do siebie, a na moje usta wkrada się uśmiech. Dobrze mi z nim. Bardzo dobrze. Przypominam sobie swoje życzenie na urodziny. Chyba się sprawdza...tak bardzo bym chciała. Potrzebuję kogoś w swoim życiu. Kogoś kto nie będzie moją rodziną.
 Biorę głęboki oddech i wstaję.  Łapię bruneta za rękę i ciągnę do jego sypialni.
- Zdejmij koszulkę i opuść nis...,a nie już masz - mówię czekając.
- Jak wstanę to będę jak nowo narodzony? - porusza brwiami i śmieje się, a potem kładzie.
Ostrożnie siadam na jego biodrach i zaczynam masaż. Szkoda, że nie ma żadnego olejku.
Byłoby mi łatwiej i bardziej profesjonalnie. A tak muszę to robić na sucho. Czuję pod dłońmi każdy mięsień. Dotykanie go sprawia mi wielką przyjemność. Jego ciało jest cudowne. Musiał wcześniej dużo ćwiczyć. Myślę, że teraz też to robi. Mam nadzieję, że odpowiada mu to co robię. Zdecydowanie od tej chwili uwielbiam jego ciało. Chciałabym móc zbadać je całe.
- Jestem w raju? - mruczy w poduszkę.
Śmieję się cicho i składam kilka pocałunków na jego karku.
- Możesz robić mi częściej masaże. To jest zdecydowanie dobre - mówi rozmarzony. Znów się śmieję, lecz słyszę wibracje jego telefonu. - Twój brat. Na bank.
- Zobaczyć? - pytam trochę zła, że ktoś nam przerywa.
- A jak twoja silna wola będzie słaba i odbierzesz? Wyłącz go.
- No dobra - robię jak mówi i odkładam komórkę na komodę.
Kontynuuję masaż, bo i jemu i mnie się to podoba.
Niechętnie zabieram dłonie gdy kończę. Mogłabym to robić cały czas, ale tak nie można. Kiedy kładę się obok, Louis odwraca się i zaczyna mnie łaskotać. Kompletnie tym zaskoczona zaczynam się głośno śmiać i próbuje od niego uciec. Niestety nie udaje mi się to. Wiercę się i chcę go odepchnąć. I dzieje się to samo, co z moim bratem. Louis dostaje w nos, a efektem jest krew.
- Zakrwawisz mi łóżko! To znaczy nam, to znaczy sobie - zaczynam panikować i pierwsze co to zdejmuje z siebie koszulkę i przykładam mu do twarzy.
Kładzie się na plecach i cały czas śmieje. Boże, co jest z nim nie tak. Krew na szczęście przestaje lecieć już po kilku minutach. Louis wstaje i idzie do łazienki. Kręcę głową, przecierając ręką twarz. Czy ja muszę być taka niezdarna? To znak, że nie można mnie laskotać. Tak się to potem kończy. Nie przyjemnie. Patrzę na mężczyznę, który szybko do mnie wraca. Klęka na łóżku i popycha mnie na plecy.
- Nie możesz mnie już łaskotać - mówię zdezorientowana jego gwałtownym ruchem.
- Nie zamierzam - odpowiada i pochyla się nade mną. Obie dłonie opiera po dwóch stronach mojej głowy.
Rozchylam usta i patrzę na niego z dołu, nie wiedząc co tym razem mógł wymyślić. On jest nieprzewidywalny. No i… pomysłowy.
- Jak ci się podoba? - muska ustami mój podbródek. - Przyjemne?
- Myhym... - uśmiecham gdy znów na mnie patrzy.
- A tak? - schodzi pocałunkami na moją szyję.
- Bardzo - przymykam powieki. Jego usta pieszczą moją skórę w niewyobrażalnie przyjemny sposób.
Rozpala się we mnie znany ogień. Czuję, że staję się pobudzona z każdą sekundą bardziej. Mruczę, kiedy zasysa skórę na szyi. Moja prawa dłoń zaczyna wędrować po jego klatce piersiowej od czasu do czasu mocniej przejeżdżając paznokciami.
- Jak bardzo? - szepcze mi do ucha.
- Bardzo - mruczę.
Przyciska usta do moich. Nie ma w tym pocałunku delikatności. Jęczę przeciągle od razu wpuszczając jego język między swoje usta. Przelewamy w to namiętność i zachłanność. Ciągnę go za włosy nie mogąc się powstrzymać.
To jest cholernie dobre. Zbyt dobre. Nigdy wcześniej nie czułam takiego żaru w swoim ciele. Nie panuję nad ruchami i myślami. Jestem ja i on. Łapię jego kark w obawie, że zaraz się odsunie. Jednak przekonuję się, że nie ma takiego zamiaru. Obydwoje nie przestajemy pieścić ust, co sprawia ogromną przyjemność. Puls na pewno mi przyspiesza.
Mam wrażenie, że szyby w pokoju zaraz zaczną parować.
– Hej... – Louis odsuwa się i na mnie patrzy zamglonym wzrokiem. – Co ty ze mną robisz?
– Sama nie jestem pewna – szepcze wciąż pod urokiem pocałunku.
Kręci głową i kładzie się obok. Wtulam się w Lou.
- Powiedz, że ci na mnie zależy - Proszę.
- To oczywiste, Holly - głaszcze mnie po włosach. - Bałem się o ciebie, gdy brałaś udział w tej akcji, potem w wyścigu. Dziś myślałem o najgorszym. Zależy mi na tobie.
Przewracam się na brzuch i przybliżam swoją twarz do jego. Opieram o siebie nasze czoła i uważnie patrzę brunetowi w oczy.
– Umiem strzelać. Zabiję cię jeśli kłamiesz – ostrzegam.
– Boję się -  szepcze i dotyka mojego policzka.  - Czy te oczy mogą kłamać?
Zaczynam się śmiać i chowam twarz w jego szyi. On jest niemożliwy.
- Wstawaj, musimy jechać - klepie mnie w tyłek. - Już dziewiętnasta.
- Nie mogę na ciebie zaczekać tutaj? - patrzę na niego prosząco.
- A nie chcesz iść do klubu?
- Nie sądzę, że Harry powinien nas zobaczyć razem skoro idziesz z nim porozmawiać.
- Nie sądzę, że zrobi to jakąś różnicę. Ale dobrze. Tylko najpierw zadzwoń do Christophe'a. Jeśli namierzył twój zgubiony telefon, to nie będzie ciekawie.
- Nie chcę z nim rozmawiać i ty też lepiej tego nie rób - muskam jego usta i wchodzę pod kołdrę przypominając sobie nagle, że wciąż nie mam na sobie bluzki.
Lubię swoje ciało i mam nadzieję, że podobam się Louisowi. Jednak co za dużo to nie zdrowo. Leżę sobie wygodnie i patrzę jak mężczyzna się szykuje. Zakłada ciemne spodnie i czarną koszulkę. Włosy przeczesuje palcami, chowa telefon i jest gotowy. Pochyla się, żeby mnie pocałować.
- Powodzenia - przyciskam swoje usta do jego.

Krótko oddaje pocałunek i uśmiecha się do mnie. Potem zostaję sama. Jeszcze przez chwilę uśmiecham się sama do siebie. Pomimo problemów w domu chyba właśnie jestem szczęśliwa.

8 komentarzy:

  1. Mam mega prośbę. Czy rozdziały mogą pojawiać się częściej jeśli chodzi o to opowiadanie? Proszę... Nie wytrzymuje tygodniowych przerw xd

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetny rozdział! :)
    Jezuu, jak ja kocham Holly i Lou >>>>>
    Nie mogę doczekać się kolejnego rozdziału :)
    /@zosia_official

    OdpowiedzUsuń