wtorek, 3 listopada 2015

Rozdział 2

Piach unosi się, kiedy kolejne auta z szybkością i gwałtownością parkują na starcie. Ustawiają się obok siebie, żeby zaraz ruszyć w wyścig na czas. Opieram się o maskę Astona Martina, przy którym stoi również mój brat. Nie mam pojęcia, co mu się odmieniło. Uznał, że będzie się dzisiaj ścigał. Owszem, brał udział w takich walkach, ale rzadko. Przez ostatni rok prawie wcale. Wystawiał Elliota albo Liama, najczęściej tego pierwszego. Dziś od samego rana trenował, wczoraj bodajże też. Od moich urodzin minął tydzień, ale do wtorku chodzili z kacem. Ze śmiechem wspominam tę długą imprezę. Chyba każdy wyszedł z niej zadowolony. Zupełnie nie pamiętam dlaczego spałam przy basenie... 
Kręcę głową i ogarniam włosy z czoła, mrużąc oczy. Rywale mają jeszcze pięć minut, zanim wyścig się zacznie. Ludzie, chcący oglądać nielegalne starcia ustawiają się wzdłuż toru. Wszystko zagłusza muzyka, ryk silników i okrzyki. Czyli dokładnie to z czym mam do czynienia odkąd pamiętam. Lubię moje życie i nie chciałabym go zamienić. Mam wszystko czego potrzebuję i nie musiałam nigdy narzekać. Takie wieczory, noce dodają mi odwagi. Sama nie wiem dlaczego.  W końcu ja mam zabronione wsiadanie za kółko. Christophe i tata mocno się o mnie martwią. Nie jestem małym dzieckiem, ale ciężko idzie im coś wytłumaczyć... No cóż. Jestem skazana na obserwację. To też nie jest takie złe. W moich żyłach płynie adrenalina, za każdym razem, gdy samochody ruszają, a ja z zapartym tchem czekam, aż Liam lub mój brat przekroczy metę. To emocjonujące, choć nie trwa długo. Przeważnie wyścigi mają to do siebie, że kończą się po upływie zaledwie 15 minut. Czasem krócej. Jeżdżą bardzo szybko, stwarzając zagrożenie dla normalnych uczestników ruchu, ale nikt jeszcze nie doprowadził do wypadku.
Zerkam na szarą maskę samochodu Christophe'a. Wszystkie jego auta stoją w garażu i imponują. Są szybkie, drogie i sportowe. Niall przeważnie o nie dba, Liam wykorzystuje do wyścigów, a mój brat podziwia. Faceci...
Podnoszę głowę i uśmiecham się, gdy widzę blondyna idącego w moją stronę. Christophe staje przy mnie i kładzie dłonie na moje biodra.
– Jedziesz ze mną, Hollyday? – mruczy mi do ucha, abym usłyszała, co przy takim hałasie jest trudne.
– Co, jeśli przyniosę ci pecha? – pytam, odchylając głowę, żeby na niego patrzeć.
– Hm... To wtedy będę zły – stwierdza i posyła mi ten swój tajemniczy uśmiech.
– Ej... – trącam go w ramię, śmiejąc się.
Jestem chyba jedyną osobą która lubi jego sposób bycia. Nie zawsze to rozumiem, ale jestem przyzwyczajona. Jako rodzeństwo jesteśmy bardzo zgrani. Rzadko kiedy się rozstajemy. Czasem nawet mam wrażenie, że czyta mi w myślach, co jest przecież niemożliwe. Właśnie w takich chwilach, jak dziś, ma moje wsparcie. Po to tu jestem. Przyzwyczajona do walki z czasem na pieniądze, zaczęłam czerpać z tego przyjemność i radość. Moje życie od początku było pełne adrenaliny. Nigdy nie byliśmy zupełnie normalną rodziną, gdzie ojciec wraca z biura, a matka podaje obiad. U nas nawet nie było matki. Zostałam zaadoptowana w wieku pięciu lat. Niewiele pamiętam z tamtego okresu. Christophe również był w domy dziecka. Nasz tato sprawił, że mamy rodzinę, dał nam lepszy start.
Wychowywał nas twardo, lecz żadne nie narzekało. Nauczeni kontroli, porządku, organizacji i punktualność lepiej radzimy sobie w życiu. Zawsze też wiem, że mogę zwrócić się do mojego ojca kiedy tylko przyjdzie taka potrzeba. Nieraz myślę o tym czego mi brakuje. Wtedy nasuwa się tylko jedna myśl. Miłość. Nie taka jaką otrzymuje od taty czy brata. Potrzebuje miłości mężczyzny, który zobaczy we mnie pociągającą, interesującą i mądrą kobietę. Który zaakceptuje moich bliskich, a jego świat będzie pasował do mojego. To, że z kimś się umawiam o niczym nie świadczy. Nie na długo. Nie lubię być samotna. Ale tak bardzo chciałabym się zakochać. Mieć drugą osobę zawsze, o każdej porze. Nieważne w jakiej sytuacji.
Decyduję się zostać i czekać na mecie na brata. Całuję jego policzek na szczęście i odchodzę. Christophe wsiada do auta. Wierzę w niego, poradzi sobie. Przyjemnie czasem pooglądać, jak robi to co kocha.
Staję przy Liamie i Niallu. Dyskutują o jego szansach.  Oczywiście są pewni wygranej. W końcu pracują nad techniką i autem.
Na środek toru wchodzi jak zwykle Amanda. Skąpo ubrana dziewczyna, mocno opalona z rudymi lokami. Nie przepadam za nią, chyba z wzajemnością. Często kręci się przy Jamesie i Elliocie. Myślę, że przez łóżko Nialla również zdążyła się przewinąć. Nie czuję zazdrości, gdzieżby. Po prostu jest dla mnie mało wartą dziwką. Uważam, że dziewczyna powinnam mieć do siebie jakikolwiek szacunek. Ona go nie posiada. Na wyścigach pojawia się bardzo dużo takich osób. W końcu lubią takie klimaty... Ale to Amanda najbardziej działa mi na nerwy.
Daje pierwszy sygnał, a silniki aut włączają się. Zagryzam nerwowo wargę i mocno trzymam kciuki. Dobry start też jest bardzo istotny. Ruszają! Wpatruję się w Astona, aż znika za zakrętem. Ma duże szanse. Zna tor, zna zagrywki rywali.
– Na pewno wygra – mruczę pod nosem, powodując śmiech u tych dwóch obok mnie.
– Zawsze wygrywa jak wsiada za kółko – Niall obejmuje mnie ramieniem. – Ładna sukienka, czemu nigdy mi nie pokażesz co masz pod spodem? - komentuje mój czarny strój.
– Spaaadaj... To nie dla ciebie – trącam go swoim biodrem zaczepnie.
– Zawsze mnie odrzuca – stwierdza, zwracając się do Liama. – Naprawdę jestem tak mało atrakcyjny?
–  Zdecydowanie – brunet kiwa głową wchodząc między mnie, a Horana.
– No to stary masz przejebane. To znaczy przepraszam! – podnosi ręce. – Pani wybaczy. Odbędziemy rozmowę na osobności, przyjacielu, w zaciszu domu.
– Masz na myśli swój garaż czy mój dom, w którym cały czas przebywasz? – pytam.
– Nie wtrącaj się do rozmowy – patrzy na mnie. – Przebywam, gdzie mi wygodnie.
– Czyli u mnie – kwituję, przez co blondyn zabija mnie wzrokiem.
Wywracam jedynie oczami. Nie powiem, że źle zarabiamy. Wręcz bardzo dobrze, więc nie rozumiem czemu więcej jest u nas, a nie u siebie. Tym bardziej nie rozumiem dlaczego nie kupi wreszcie czegoś normalnego, tylko mieszka w rozsypującej się ruinie ze starej cegły. Ja nie wiem - myślę - jakiś sentyment ma i nie można go przekonać. Wszyscy próbowali. Nikomu się nie udało.
Chłopcy wreszcie przestają się kłócić i we trójkę w napięciu czekamy. Mrużę oczy chcąc zobaczyć auto brata jako pierwsza.
Tor jest duży i kręty. Christophe zna plan miasta. To nie oznacza, że nie może popełnić błędu. Ja jednak wierzę, że tego nie zrobi. Nie przeżyłabym gdyby coś mu się stało. Jest dla mnie najważniejszy. Nigdy się nie ścigałam. Mój brat w życiu by mi na to nie pozwolił. Raz rzuciłam taką propozycję, wpadł w szał. Jak zawsze jego emocje są ustabilizowane, to wtedy go nie poznałam. Więcej do tego tematu nie wracałam. Nie znaczy nie. Bardzo dobrze to rozumiem i nie trzeba mi powtarzać dwa razy.
Podskakuję, widząc na horyzoncie dobrze znane mi auto. Aston jest prawie na prowadzeniu. Niestety zauważam drugi samochód. Jedzie równo z Christophe. Niebieski nissan, dobrze zrobiony, chociaż wydaje się być starszym modelem niż nowiutki Aston. Nigdy wcześniej nie widziałam go na starcie. Przeważnie w wyścigu biorą udział osoby, które są tu znane.
– Kto to? – pytam, patrząc przelotnie na chłopaków.
– Wyglądam na jasnowidza? – warczy Niall.
Coś mu się nie podoba. W sumie nie dziwię. Ktoś właśnie pokonuje zrobione przez niego dzieło sztuki.
Obce auto przyspiesza i zaczyna zostawiać Christophe'a za sobą. Co za tupet! Pojawia się nie wiadomo skąd i odstawia takie sceny. Nissan przekracza metę i zatrzymuje się gwałtownie, odwracając samochód. Kolejne auta dojeżdżają i nastaje cisza. Zero krzyków. Muzyka przestaje grać. Jedyne co słyszę to... litania przekleństw pod nosem Nialla. Wiem, że mój brat będzie wściekły. Będzie afera i to nie mała. Szybko ruszam w stronę blondyna, ale ku mojemu wielkiemu zdziwieniu ten wysiada z uśmiechem na twarzy. Nie rozumiem...
Przegrał. No przecież się nie mylę. Przegrał, a jest zadowolony. Przy nim wariuję i nie umiem nic pojąć. Christophe podchodzi do mnie, przygryzając dolną wargę. Patrzę na niego jak na idiotę, ale nic sobie z tego nie robi. Za to obejmuje mnie w talii, przyciągając do siebie.
– Dlaczego to ja z naszej dwójki jestem zła? – zadzieram głowę do góry żeby móc na niego spojrzeć.
– Nie mam pojęcia – uśmiecha się i muska ustami moje czoło, a chwilę później nos.
– Przestań... – śmieję się, próbując się uwolnić z pomiędzy jego ramion. – Kim jest ten gość? – pytam bardzo cicho wprost do ucha blondyna, żeby nikt inny nie usłyszał.
– Zaraz się dowiemy, słońce – odpowiada i rusza w stronę nissana.
Wysiada z niego szatyn w czarnej koszulce. Stoję lekko schowana za ramieniem brata mocno trzymając jego dłoń w swoich dwóch. Brunet podnosi na nas wzrok i opiera się o swoje auto.
– Gratuluję – mówi Christophe.
Wyciąga rękę w stronę chłopaka. Wygląda na starszego od nas. Ma mocno zarysowane kości policzkowe i dwudniowy zarost. Patrzy na nas ze spokojem. Jego oczy są niebieskie jak ocean.
Nie odwracając wzroku od mojego brata powoli podaje mu rękę.
– Dziękuję – odpowiada. – Macie niebezpieczny tor. Takie są najlepsze. Dobrze jest się ścigać z taką konkurencją.
– Nie jesteś stąd – wtrącam się do ich rozmowy. Nie lubię obcych, wręcz mnie irytują. Nie mogę się powstrzymać.
– Nie. Nie jestem – kiwa głową.
Christophe znika na moment. Rozglądam się niepewnie. Ach... Poszedł przynieść mu pieniądze.
Posyłam mu spojrzenie mówiące, że nie chcę aby więcej zostawiał mnie sam na sam z tym chłopakiem.
– Myślę, że jeszcze się spotkamy – mówi szatyn, biorąc od mojego brata plik banknotów.
– Mam nadzieję – Christophe obejmuje mnie ramieniem.
Nieznajomy kiwa głową i wsiada do swojego auta. Pisk opon, trochę dymu i już go nie ma. Odwracam się i idę w stronę Nialla oraz Liama. Dyskutują z innymi przeciwnikami. Myślę, że nikt się nie spodziewał innego zwycięzcy.
– Muszę dorwać jego samochód – mruczy zły Horan.
– Bardziej zepsujesz niż naprawisz – stwierdza Liam i rusza do swojego auta.
– Kutas – ten mu odpowiada idąc do motoru.
– Wracamy – mówi zdecydowanie mój brat.
Kiwam tylko głową i idę za nim do samochodu. Zapinam pas, wpatrując się w okno. Christophe przyśpiesza, mijając auta na ulicach Londynu. Patrzę w niebo, które zasłaniają granatowe chmury. Nim dojeżdżamy do domu, zaczyna padać. Deszcz zalewa ulice, wiatr nabiera na sile, kołysząc konarami drzew.
– W jakim wieku miałeś pierwszą dziewczynę? – wypalam bez namysłu.
– Co? – patrzy na mnie. – Czemu zadajesz pytania, nie mające z niczym sensu?
– Czemu po prostu mi nie odpowiesz? – odpowiadam pytaniem na pytanie.
– Bo to pytanie jest głupie.
– Odpowiedz – nalegam.
Patrzę na niego, gdy milczy. Zaciska palce na kierownicy, skręcając w kolejną ulicę. Wkurza mnie tym, że mnie ignoruje, ale nie zamierzam ponawiać pytania. Nie to nie. Bez łaski. Naburmuszona czekam, aż dojedziemy. Chcę jak najszybciej wziąć kąpiel i położyć się do łóżka. Jest już po drugiej w nocy. Oczywiście, jestem przyzwyczajona do tych pór, lecz dziś zmęczenie bierze górę. Poza tym humoru nie poprawia mi przegrana mojego brata i jego zachowanie. Zaraz w holu rzucam puste "Dobranoc " i znikam na górze. Nie będę zmuszać Christophe'a do rozmowy.
Wchodzę do pokoju, rozbierając się z czerwonej sukienki. Rzucam ją na krzesło przy toaletce i zmierzam do łazienki. Hm, ciekawe czemu taki zadowolony chodzi po tym wyścigu.
Staję przed dużym lustrem obok wanny. Często oglądam swoje ciało. Chcę wyłapać każdą niedoskonałość, by móc nad nią pracować. Tata nie pozwolił mi iść na studia, więc zostaje mi jedynie wygląd. Uśmiecham się do swojego odbicia. No trudno. Uważa, że studia wypiorą mi mózg. Są nieprzydatne. Może ma rację. Zawsze go słucham, a poza tym mam wszystko. Muszę pracować, myśleć i pomagać bratu, ale nie wolno mi narzekać. Moje ciało również mi się podoba. Łapię w palce fałdkę na udzie. No prawie. Będę musiała pobiegać... Jeśli jutro nie będzie padać i Christophe niczego nie wymyśli, to poćwiczę. Powoli wchodzę do gorącej wody. Nalewam pachnący płyn i wszystko się pieni. Zanurzam się bardziej, opierając głowę o zagłówek wanny. Ciekawe kim jest ten chłopak. Zamierza jeszcze raz pojawić się na wyścigach? Nie za bardzo mi się to podoba. Jeśli Liam stanie następnym razem zamiast mojego brata i wygra, ten pożałuję ze pojawił się na naszym terenie.
– Hollyday? – słyszę przez drzwi głos Christophe 'a.
– Co? – pytam dalej nieco zła o naszą wcześniejszą rozmowę, a raczej jej brak.
– Mogę wejść? Przyniosłem ci wino.
– Myhym... – upewniam się, że piana wszystko zasłania.
Po chwili drzwi się otwierają i mój brat wchodzi do środka. Ma na sobie tylko spodnie. W ręce trzyma kieliszek, za to w drugiej całą butelkę.
– Upiję się i utopię – mówię ,przekrzywiając leniwie głowę w jego stronę.
– Mogę cię pilnować – mruczy, siadając na brzegu wanny. Nalewa alkoholu do kieliszka i podaje mi go.
– Nie chcesz? – biorę od niego szkło.
Kręci głową. Wkłada rękę do wody i lekko mnie ochlapuje.
– Nie rób tak – uderzam go brudną od piany stopą.
Wywraca oczami. Wciąż nic nie mówi, ale chlapie mnie ponownie. Biorę tylko głęboki oddech i staram się to zignorować. Cieszę się winem i spokojem. Na jutro odkładam wszystkie sprawy. Głowę pozostawiam pustą. Zapominam nawet o obecności blondyna. Jest tak dobrze i błogo.
~~~~*~~~~
Samochód Christophe'a wygląda tak: KLIKSamochód zwycięzcy  KLIKJest jakiś problem z dodawaniem komentarzy, więc zróbcie to
a) pod prologiem, tam spokojnie można
b) na twitterze pod #SPECTREFF
Proszę, zależy nam na waszej opinii.

6 komentarzy:

  1. Kojarzy mi się to z f&f *_*
    Rozdział jest perfekcyjny ❤❤❤

    OdpowiedzUsuń
  2. Kocham ♥♥♥♥♥♥♥

    OdpowiedzUsuń
  3. Świetny !!!!
    Juz chce następny :*

    OdpowiedzUsuń