środa, 25 listopada 2015

Rozdział 7


Schodzę do garażu, żeby wybrać samochód. Jednak mimo wszystko chyba pojadę swoim. Jest tutaj dużo model, mój brat je kolekcjonuje, ale wolę Bentleya. Biorę kluczyki i ruszam do auta. Gdy otwieram drzwi, czyjaś ręka mnie powstrzymuje. Christophe.
Szczerze wolałam się na niego nie napotkać przed wyjazdem. Wiem jak to się może skończyć.
– Gdzie się wybierasz i czemu o tym nie wiem? – pyta.
– Twój ulubieniec prosił mnie o spotkanie – odpowiadam spokojnie.
– Jakie spotkanie? Gdzie? – łapie mój podbródek.
– Nie ufasz mi? – patrzę mu odważnie w oczy. – Przecież robię to dla ciebie.
– Ufam ci, tylko się boję. Nie chcę, żeby coś ci się stało. Wysłać kogoś za tobą?
– Nie – proszę go delikatnie się uśmiechając.
– To miej włączony telefon. Błagam – całuje mnie w policzek. – I nie robisz tego dla mnie. To twoje zadanie z gry.
– Wszystko robię dla ciebie, braciszku – zapewniam go. – Mogę już jechać?
– Tak. Uważaj na siebie – prosi.
Kiwam głową i wsiadam do samochodu. Macham jeszcze bratu i ruszam. Czuję podekscytowanie, ale i niepewność. Nie wiem czego się spodziewać. Wystawi mnie, czy naprawdę zamierza się spotkać? Jednak wiem, że chcę zaryzykować. Pamiętam drogę, choć wtedy się na niej nie skupiałam. Jadę szybko, więc na miejscu jestem niecałą godzinę później. Wyłączam silnik, patrząc przed siebie. Nie jest ciemno, wręcz przeciwnie. Miejsce między drzewami oświetlają lampiony, ustawione na trawie. Tego zdecydowanie się nie spodziewałam. Niepewnie wysiadam z auta i idę "wyznaczoną ścieżką. " Spectre stoi w cieniu, nie rzucając się w oczy. Przygryzam dolną wargę i upewniam się, czy właściciel siedzi w środku. Jednak nie. Idę dalej, kiedy zauważam, że opiera się o ostatnie z drzew przy skarpie. Nie mogę zaprzeczać nawet przed samą sobą. Wygląda cholernie dobrze w tym świetle. Jest przystojny, tajemniczy i sexowny.
 Widzę, że zaryzykowałaś i przyjechałaś  odzywa się spokojnym głosem.
 Wiedziałeś, że tak będzie  zatrzymuję się nie podchodząc do niego bliżej.
 Nie wiedziałem, ale podejrzewałem. Twoja ciekawość pokonała strach  mruczy.  A może nie powinnaś tu przyjeżdżać? Może powinnaś zostać w domu, bezpieczna w azylu jaki założył twój brat?
 Po to tu jestem? Chciałeś, żebym to usłyszała?  podchodzę do pnia i siadam na jego skraju. Nie do końca tak wyobrażałam sobie to spotkanie.
 Hollyday, przyjechałaś, bo masz jakąś sprawę i tylko dlatego tutaj jesteś. To nie ja cię ściągnąłem, ja ci dałem możliwość. A ty potrzebując czegoś, skorzystałaś  odpowiada cicho i podchodzi do skraju urwiska, odwracając się do mnie plecami.
 Możemy wreszcie normalnie porozmawiać?  pytam nieco przestraszona tym co robi.
 Rozmawiamy  mówi krótko.
Tego człowieka trudno mi zrozumieć.  W co ja się wplątuję? Opieram łokcie o kolana i przecieram twarz dłońmi. Już nie wiem jak mam go podchodzić. O co mam spytać? Mogę znów spróbować wprost, ale jestem pewna, że nie odpowie. Chociaż... Przynajmniej lepsze to niż siedzenie bezczynnie. Niektórzy ludzie są zagadkowi. Nietypowi.
 Skąd się tu wziąłeś?   pytam cicho.
 Nie wiem  odpowiada. – Przyjechałem. To była długa podróż. Wydaje mi się, że stamtąd - wskazuje przed siebie. – Wschód.
 Wydaje ci się? Posłuchaj jeśli masz zamiar robić sobie ze mnie jaja...  wstaję i idę w kierunku swojego samochodu.
 Pamiętasz co ci powiedziałem? Czasami trzeba zamknąć oczy, a otworzyć uszy na szczegóły.
 Boże człowieku... wzdycham zrezygnowana.
 Jedź  czuję jego obecność za sobą.  Jedź, bo masz słabą wiarę.
 A ty dlaczego tu przyjechałeś? Zrobiłeś to wszystko?  odwracam się gwałtownie w jego stronę.  Po co? Bo nie wierzę, że z czystej litości czy dobroci serca.
Łapie mnie za ramiona i przypiera do mojego samochodu. Patrzy na mnie nic nie mówiąc. Nie wiem o czym może myśleć, ale jest zdenerwowany.
 Czasami robi się coś dla innych bez powodu. A ja chciałem nakarmić tylko twoją ciekawość. Inaczej by cię tu nie było - mówi wolno.
 Nie wiesz tego  syczę naprawdę zraniona tymi słowami. Nie spodziewałam się, że coś takiego może mnie dotknąć. Przecież powiedział prawdę, a jednak....
 Nie? – kpi. – Nie jesteś tu po wiedzę? To po co o mnie pytasz? Nie wierzę, że piszesz biografię. Jak tak, to dam ci autograf.
 Jednak jesteś dupkiem   twardo utrzymuje jego spojrzenie.
 Nie jestem, jestem po prostu szczery, czego ty nie potrafisz zrobić. Nie potrafisz powiedzieć, czego oczekujesz.
 Może po prostu ciebie? – szepczę.
 Nie chcesz mnie  odsuwa się i wraca na skraj urwiska. Ściąga koszulkę, a potem rzuca ją na trawę. Buty lądują obok, spodnie również.
 Idiota!  krzyczę za nim. Biorę szpilki w ręce i podbiegam do niego.
– To ty się zastanów czego chcesz, a ja popływam  patrzy w dół.  Albo umrę. Jedno z dwóch.
– Dobra  mówię w przypływie adrenaliny. Rzucam buty na bok i wyciągam telefon ze spodni. Nie koduje momentu samego skoku. Nagle po prostu lecę.
Potem wpadam do wody, biorąc najpierw powietrza. Kiedy się wynurzam, stwierdzam, że woda nie jest taka zimna. O dziwo. Ktoś łapie mnie w talii i ciągnie do brzegu. Całkowicie poddaję swoje ciało mężczyźnie i wodzie. Wypływamy z jeziora na trawę. Dopiero teraz odczuwam zimno. Dobrze, że na górę nie jest tak daleko, wysokość nie jest wielka.
– Mówiłeś o pływaniu  dyszę normując oddech.
 Mówiłem  odpowiada, przyglądając mi się.
Ignoruję to jednak przypuszczając, że zaraz znowu wyjdzie mi z jednym z tych jego tekstów. Obejmuję się ramionami i zmierzam do auta. Po chwili moje stopy są oderwane od ziemi. Brunet unosi mnie, mocno przytrzymując przy sobie i uważając na drzewa oraz pnie, idzie na górę. Bez krępacji obejmuję rękami jego szyję i kładę głowę na ramieniu mężczyzny. Jego skóra dalej jest gorąca. To świetne uczucie, gdy styka się z moją zimną. Przygryzam dolną wargę, czekając, aż znajdziemy się w oświetlonej części. Kiedy tak jest, zauważam kilka tatuaży na jego ciele. Klatka, ramiona… Każdy przedstawia co innego. Są naprawdę fajne i tylko dodają mu uroku.
Przytrzymuję się go, gdy podchodzi do swojego auta. Poprawia mnie na rękach i otwiera bagażnik. Wyciąga z niego koszulkę.
 Christophe mnie zabije jeśli znów będę chora...  mruczę w szyję bruneta.
 Po co skakałaś? Nie musiałaś mi nic udowadniać  sadza mnie na miejscu kierowcy i podaje koszulkę.
 Nie chciałam być później oskarżona o morderstwo  bez zastanowienia zakładam odzież, jednak to niewiele daje.
 Nie zabiłbym się  włącza silnik i na komputerze ustawia ogrzewanie.
 Mówiłeś, że jesteś szczery  wzruszam ramionami.
 No właśnie.
 Ale nie jesteś w porządku względem mnie  wyrzucam mu.
 Dlaczego?
 Wodzisz mnie za nos  opieram się o oparcie fotela.
Kręci głową i idzie po nasze rzeczy. Zamykam oczy, czując ciepło rozchodzące się po aucie. Cały czas zastanawiam się kiedy dałam mu powód do myślenia o mnie w taki sposób jaki to robi. Nie może czytać mi w myślach. Aż tak dobrze poznaje się na ludziach? Ale przecież... Sama nie wiem. Jestem w kropce i to mnie irytuje.
Wraca do mnie po chwili ubrany w swoje rzeczy. Przesiadam się na miejsce pasażera, a on wsiada do środka i zapala światło. Mokre włosy opadają mu na czoło, koszulka przylepia się do torsu i to wszystko wygląda cudownie. Boże nie gap się, idiotko. Zamykam oczy i opieram czoło o kolana które przyciągam do klatki.
– Więc nie wiem skąd jestem –  odzywa się po dłuższej ciszy. Wsuwa mi do ręki mój telefon.
Nie odpowiadam, a jedynie na niego patrzę. Chyba jestem w lekkim szoku i nie rozumiem tej sytuacji. 
Wzdycha i odwraca głowę w moją stronę.
 Tak, to właśnie ja. Znikąd, dobrze to ujęli. Bardzo trafnie  przyznaje.
 Jak to jest możliwe?
 Chciałbym znać odpowiedź. Pamiętam tylko swoje imię i nazwisko, które przeczytałem na kawałku dowody rejestracyjnego i to, że umiem jeździć. Dobre, co?
 Nie wiem jak z imieniem, ale umiejętności się zgadzają  uśmiecham się delikatnie.
– Dzięki  odwzajemnia uśmiech.  Ciepło?
Kiwam głową automatycznie, kuląc się jeszcze bardziej.
Włącza radio, a z głośników wydobywa się spokojna muzyka. Coś w stylu Eda Sheerana.  Podoba mi się. Choć nie znam tej piosenki to mruczę sobie pod nosem.
 Więc czego oczekuje Hollyday Malik?  pyta.
 Wydawało mi się, że to ty mi już odpowiedziałeś.
 Skoro się nie myliłem - wzrusza ramionami.  Jak wyschniesz, to możesz jechać. Nie chcę cię mieć na sumieniu.
 Zrozumiałam. Mam więcej nie zawracać ci sobą głowy.  zdejmuję przez głowę jego koszulkę. Wręczam mu ją.  Dziękuję za miły wieczór  rzucam sucho i wychodzę.
Wchodzę przed maskę, kiedy na mnie trąbi. Wysiada z auta i trzaska drzwiczkami.
 Denerwuję mnie to głupie i naiwne podejście, bierzecie wszystko za złe nastawienie, a tak wcale nie jest. Zakładaj to  rzuca mi koszulkę.  Ale wiesz, masz rację. Dla własnego dobra nie zawracaj mi głowy. Bo ja nie rozumiem siebie. Więc ty nie możesz zrozumieć mnie. Jeśli kiedyś nie będziesz wiedziała kim jesteś, porozmawiamy.
 Dlaczego tak bardzo chcesz mnie odsunąć? Jestem brzydka? Głupia? Nie zrozumiem cię, bo mi na to nie pozwalasz.
 Uważasz, że w tym świecie chodzi o urodę? Musiałaś spotykać kretynów na swojej drodze  prycha i na siłę zakłada mi koszulkę.
 Nie chcę twojej durnej koszulki!  krzyczę z bezradności.
 A ja nie chcę, żebyś była chora z powodu kąpieli w jeziorze o tej porze w tym miesiącu. Zrozum. Ktoś z nas dwojga musi być odpowiedzialny  patrzy mi w oczy.  Nie wiem kim jestem, Hollyday!
 Sam możesz sobie nie poradzić...  mruczę z żalem w głosie.
Kręci głową i przeciera twarz dłońmi. Odwraca się, idąc do lampionów. Po kolei gasną.
 Powinieneś z kimś porozmawiać  mówię za nim. Szkoda mi go. Teraz naprawdę jest mi przykro.
– Z wróżką? Czy może wróżbita Maciej mi pomoże?  pyta idąc do swojego samochodu.
Teraz już nie krzyczę. Nie jestem zła, ani rozczarowana. Chcę mi się tylko płakać. On ma amnezję, to mogę od razu stwierdzić. Nie znać siebie? Nie wiem czy umiałabym żyć nie znając swojej przyszłości, rodziny, tego skąd pochodzę. Chociaż... Chociaż po części nie znam. Nie wiem, jacy byli moi prawdziwi rodzice i gdzie się urodziłam. Jednak nie mam zamiaru mu tego mówić. Ocieram szybko łzy pojawiające się na moich policzkach i wsiadam do auta. Chcę jak najszybciej móc się przytulić do Christophe'a. Odkładam swoje rzeczy na fotel pasażera i ruszam. Na bosaka, w samej koszulce. Potrzebuję mojego brata. Całą drogę powstrzymuje rozkleję się. Wiem, że muszę być skupiona dopóki prowadzę. Podciągam nosem wjeżdżając na naszą posesję.
Biorę ubrania i wysiadam.  Jestem zmęczona, ale psychicznie. Może nie powinnam wiedzieć. Decyduję się dzisiaj nic nie mówić bratu. Teraz potrzebuję tylko jego miłości i opiekuńczości. Ocieram ostatnie łzy i wchodzę do środka.
Christophe siedzi w salonie przy stole i gra z Niallem i Liamem w pokera. Podnosi wzrok znad kart, od razu mnie dostrzegając. Pociągam nosem, a z moich rąk wypadają mokre rzeczy. Warga zaczyna drzeć i rozpłakuje się na środku pokoju. Czuję jak bierze mnie w ramiona i przytula do siebie. O nic nie pyta, kołysze mnie. Łapię w palce jego koszulkę i mocno trzymam. Nie obchodzą mnie chłopcy czy ktokolwiek inny. Podnosi mnie i wchodzi na górę. Oplatam jego szyję cicho łkając. Blond włosy przyjemnie łaskoczą moją twarz. Jednak tym razem to nie wystarcza żebym się uspokoiła.
 Kochanie? Co się stało? Czy... czy on ci zrobił krzywdę?  sadza mnie na łóżku.  Jesteś pół naga.
Kręcę głową i znów łapię jego szyję jak małe dziecko. Siada obok, a ja wchodzę mu na kolana. Czuję się dobrze i bezpiecznie.
 Przepraszam...
Całuje mnie w czoło, nic nie mówiąc. Próbuję się uspokoić.
 Nie wykonam tego wyzwania...  chlipię.
 Hej, przecież nic się nie stanie. Dlaczego tak to przeżywasz?  kładzie mnie na poduszki i głaszcze po włosach.
Spanikowana od razu na nowo się do niego przyczepiam.
 Holly, powiedz mi. Co się stało? - jeździ rękoma po moich plecach.
 Nic...  przestaję spazmatycznie płakać.
– Będę musiał z nim porozmawiać – mówi chłodno.
 Nie  siadam patrząc na niego.  Proszę cię, nie. Co chcesz mu powiedzieć?
 Chcę wiedzieć co ci zrobił. Chociażby psychicznie. On mi nie zaufa, nie łudzę się.
 Nie...  kręcę głową i siadam na przeciw brata.  Nie, nie, nie…  powtarzam.
 Nie, co? On na ciebie źle wpływa. Nie mogę na to pozwolić.
 Już nie będę się z nim spotykać  zapewniam go.  Proszę cię, odpuść.
 Spójrz mi w oczy.
Biorę głęboki oddech i pewna, że już nad sobą panuję spełniam jego prośbę.
 A czy ty tego chcesz? - pyta.
Wie, że nigdy go nie okłamuję. Zagryzam wargę i po dłuższej chwili kiwam głową. Tak jest po prostu najprościej. Całuje mnie w czoło i układa na łóżku. Przez całą noc leży przy mnie. Nie mogę zasnąć. Nie wiem dlaczego, jestem roztrzęsiona. Mogłam tam nie jechać.
 Dlaczego wszyscy mężczyźni nie mogą być tacy jak ty?  pytam go cicho.
 Jacy?  przytula mnie do siebie.
 Ty jesteś dla mnie idealny.  podnoszę na niego wzrok.
Uśmiecha się do mnie i głaszcze mój policzek. Wie, jak uwielbiam jego dotyk.
 Zrób coś dla mnie  prosi.  Nie poddawaj się tak łatwo.
 Ja po prostu nie mam pojęcia co robić...  żalę się.

 Nie musisz wiedzieć. Czasami wystarczy spontaniczność. Kocham cię, Holly. Ty mnie nigdy nie zawiedziesz.

15 komentarzy:

  1. Świetny rozdział :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Rozdział genialny! Louis bardzo szybko doprowadził ją do takiego stanu.. więc wydaje mi się, że ona nie czuje się wartościowa. Podoba mi się ten wątek z amnezją. Jest genialny. Czekam na kolejny rozdział <3

    OdpowiedzUsuń
  3. Genialny rozdział :) juz się nie mogę doczekać następnego :* ❤

    OdpowiedzUsuń
  4. Kocham ♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥

    OdpowiedzUsuń
  5. I love it ♥♥♥♥♥��♥♥

    OdpowiedzUsuń
  6. dopiero znalazłam tego bloga a się w nim zakochałam !
    Antosia

    OdpowiedzUsuń
  7. Awww genialny mmm uwielbiam *_* czekam na kolejny :***

    OdpowiedzUsuń
  8. Uwielbiam i niemoge doczekać się następnego ♥♥♥

    OdpowiedzUsuń