niedziela, 8 listopada 2015

Rozdział 3

grafika marie avgeropoulos
Siedzę w salonie na kolanach mojego brata, słuchając planu chłopaków. Elliot, James, Liam i Niall zebrani w naszym salonie czekają na polecenia. Jeden z nich będzie kierowcą. Musi dostarczyć odpowiednią przesyłkę. Nie wspominałam, że nie jesteśmy święci? Mówiąc rodzinny interes nie miałam na myśli sklepu z butami czy cokolwiek podobnego. Zdecydowanie nie tym zajmują się moi bliscy. Rozprowadzają narkotyki po każdej części świata. Nie wiem jakim cudem, nigdy nie wnikałam, ale nie złapali ich. Mają bardzo wiele sposobów na transport. Wszystkiego nauczył Christophe 'a nasz tata. Nie mam w tym specjalnie dużego udziału. To jest powodem nadmiaru wolnego czasu i nudów. Czasem naprawdę nie wiem co ze sobą zrobić. Żadnych studiów, żadnych kursów i innych zajęć. Mogę chodzić na zakupy, planować z chłopakami, czasem komuś sprzedać towar, ale nie mieszać się w nic. Mam wrażenie, że założyli na mnie program ochrony. Czuję się jak księżniczka. Włos mi z głowy nie spadnie...
– Dzisiaj zaangażujemy Hollyday – odzywa się Liam. 
Mnie? Co? Nigdy tego nie robią. To znaczy nigdy nie biorą mnie na akcje. Christophe napina mięśni, zaciskając palce na moim biodrze.
Patrzę na niego zaniepokojona. Kompletnie nic z tego nie rozumiem. Zazwyczaj chłopaki są zgodni, więc dlaczego Christophe wydaje się być zły. On chyba o tym nie wiedział. 
– Co masz na myśli? – warczy. – Ona nie bierze udziału w akcjach. Dlaczego ją wplątujesz? Coś się może stać. Nie udać. Nie będę ryzykował.
– Przestań – Liam patrzy na niego znacząco. – Posłuchaj mnie. Holly pojawi się w klubie, omota paru chłopaków. Będzie uwodziła, zaproponuje towar, a my zdobędziemy klientów. Proste? Proste. Nic jej się nie stanie. Elliot będzie w pobliżu.
– To chyba nie jest niebezpieczne – zgadzam, głaszcząc uspokajająco włosy mojego blondyna.
Patrzy na mnie przez moment. Nie wiem co myśli, twarz nic nie ukazuje. Posyłam mu delikatny uśmiech. Tyle jestem w stanie zrobić. Nic trudnego. Nie chcę żeby się niepotrzebnie martwił. Całuję go w policzek i dalej słucham planu Liama. Muszę go dobrze zapamiętać.
Akcja odbędzie się dzisiaj wieczorem. Klub nie jest najlepszy, spotykają się tam właśnie tacy ludzie, dzięki którym zarabiamy. Im bliżej jest dziesiąta, tym jestem coraz bardziej zdenerwowana. Oczywiście nie mówię o tym ani słowa mojemu bratu. Nie pozwoliłby mi pójść. Kazałby zostać i jeszcze zamknął w pokoju. Jak ja go znam... Tym razem chcę się wykazać. Przeważnie biorę udział jedynie w planowaniu, dostarczaniu informacji transporterom. Nic co mogłoby zagrać mojemu bezpieczeństwu. Teraz jest inaczej, nie wiadomo jacy będą ludzie. Bardzo agresywni, naćpani?
Wypuszczam powietrze z ust, chcąc się uspokoić i nachylam się trochę w stronę mojego odbicia w lustrze. Konturuję usta bordową kredką.
Włosy wyprostowałam, opadają na moje ramiona. Na sobie mam niebieską, obcisłą sukienkę. Kupiłam ją ostatnio, sam Christophe mi doradził. Zresztą przeważnie to robi. Czasami chodzi ze mną na zakupy, a wtedy jest lepszy niż nie jeden magazyn modowy.
Później zakładam wysokie szpilki i biorę torebka. Wychodzę z pokoju, kierując się do salonu, gdzie są już zapewne wszyscy. Rzeczywiście pokój cały jest w ludziach mojego taty. Chyba nie o wszystkim wiem, bo nie sądzę, żeby taka obstawa była potrzebna do opchnięcia kilku woreczków. Niektórych mężczyzn nawet nie znam, przez co cała moja pewność siebie ucieka. Nie, nie, nie.... Nie mogę taka być. Prostuję się i pewnym krokiem wchodzę do pokoju. Staję obok Christophe'a i wymuszam uśmiech. Przytulam się do jego ramienia, a on instynktownie obejmuje mnie w talii. Wydaje się być bardzo spięty, więc moje przypuszczenia się potwierdzają. To nie chodzi tylko o to, co ja mam zrobić. Nie jestem głupia i łatwo się domyślić, że ten kij ma dwa końca. Plan A i plan B.
– Ty też tam będziesz? – pytam cicho, zwracając na siebie uwagę  brata.
– Nie, będę zupełnie w innym miejscu – całuje mnie w skroń. – Proszę, uważaj. W czasie imprezy będzie nalot na klub przez policję. Elliot pójdzie za tobą i cię wyprowadzi, ale musisz być szybka. Dzięki temu zyskamy na czasie. Policja skupi się na jednym miejscu, kiedy my okradniemy drugie - wyjaśnia mi szeptem.
– A co jeśli mnie zgubi? – to wszystko coraz mniej mi się podoba. – Znajdują u mnie narkotyki i pójdę do więzienia... - panikuję.
– Ty nie masz żadnych narkotyków, kochanie – potrząsa głową. – Ty masz ich tylko zachęcić, wyprowadzić z klubu. Tam towar sprzeda im Vincent – pokazuje podbródkiem na wysokiego bruneta trochę starszego od nas, stojącego przy ojcu.
– Nikt nic nie mówił o policji...
– Nie chcieli cię martwić. Poza tym ten pomysł wciąż mi się nie podoba. Boję się o ciebie.
– Będzie dobrze – próbuję go przekonać. – Na pewno.
Sama nie wiem, czy tak będzie,.. To tylko słowa. Powinnam mieć pewność, ponieważ Christophe nie puści mnie z samym Elliotem. Być może taka była wersja pierwotna, ale znam swojego brata. On nigdy nie pozwoli, aby coś mi się stało. Tak samo jak ojciec. Jestem chroniona, lecz w całym tym planie również muszę odegrać ważną rolę. Oby tylko nie pomylić kwestii.
Równo o dziesiątej wyjeżdżamy spod domu. Jadę w aucie z Elliotem i tym całym Vincentem. Nikt się nie odzywa, ja nawet nie mam ochoty. Wygładzam sukienkę, myśląc o akcji. Poradzę sobie. Inaczej by mnie nie wzięli.
Klub jest w nieciekawej dzielnicy. To raczej pub, moim zdaniem. Już kiedy otwieram drzwi auta uderza we mnie ohydny smród. Mieszanka brudu, alkoholu i tanich papierosów. Wzdrygam się na samą myśl, że mam tam wejść. Nie mam wybór. Powoli ruszam do środka. Elliot wchodzi za mną. Powstrzymuję się przed skrzywieniem. Poprawiam dekolt sukienki i kieruję się do baru.
Zamawiam drinka, może się rozluźnię. Ludzie tańczą, piją i wydają się dobrze bawić. Rozglądam się, od razu poznając osoby, które tylko czekają, żeby wpaść w swój drugi świat. Niepewnie zaplątuję na torebce białą wstążkę. Tutaj to znak u kogo można załatwić towar.
Jeszcze raz się rozglądam i wracam wzrokiem do barmana. Podaje mi drinka, a ja od razu upijam łyk. Wiem, że Elliot jest niedaleko. Poza tym nie jestem taka bezradna. Nie należę do dziewczyn, które nie mają pojęcia o samoobronie. Mieszkając z kimś takim jak Christophe, uczyłam się tego od dziecka. Umiem się bić i strzelać z broni. Szczerze wolę jednak tego nie robić. Wyścigi. To naprawdę lubię, choć za każde przekroczenie prędkości w moim przypadku dostaję niezłe kazanie od Christophe'a.  Jestem kontrolowana na każdy możliwy sposób, ale tylko dlatego, że on i tata się o mnie martwią. Cieszę się, że nie zostałam w domu dziecka. Teraz mam dom i ludzi, których kocham. 
Wzdycham cicho, dopijając drinka. W tym samym momencie, czuję jak ktoś łapie mnie za nadgarstek. Podnoszę głowę i widzę chłopaka z wyścigów. Zamieram, przez co nawet nie próbuję się wyrwać. Jego spojrzenie jest tak intensywne, że czuję jak dosłownie przeszywa mnie całą. 
– Zwariowałaś? – pyta przez zęby, zaciskając palce na mojej skórze. 
– Puść – mówię, starając się zachować spokój. Patrzę wyczekująco na miejsce gdzie mnie trzyma.
– Puszczę, jeśli teraz wstaniesz i stąd wyjdziesz – odpowiada.
Uśmiecham się rozbawiona i po prostu wyrywam swoją rękę. Ten gość zaczyna mnie przerażać.
– Idź stąd – powtarza, obracając mnie na krześle barowym. 
Chwyta moje ramię i nim się orientuję, stoję na podłodze.
– Czego chcesz? – staram się brzmieć pewnie i odważnie.
– Żebyś stąd wyszła. Po prostu, zrób to dla własnego dobra. 
– Będziesz miał poważne problemy jeśli zaraz mnie nie zostawisz – ostrzegam go szukając wzrokiem Elliota.
– Naprawdę? – uśmiecha się drwiąco. – Zjeżdżaj stąd... Ostrzegałem – dodaje i odsuwa się. 
Podchodzi do mnie dwóch mężczyzn, pijanych i chcących wiadomo czego. Nie zdążam ich wyprowadzić, a cały lokal zostaje oblężony przez policję. Wiedziałam, że tak będzie, a pomimo to zaczynam panikować. Elliot ginie mi z oczu. Ludzie popychają mnie, biegną, uciekają. Jest ogromne zamieszanie. Staję w miejscu, rozglądając się szybko. Główne wyjście jest obstawione, a... Moją gonitwę myśli przerywa chłopak. Unosi mnie i przerzuca przez ramię. Ten sam, który przed chwilą mnie ostrzegał. To ostatnie co jestem w stanie zarejestrować, bo dosłownie chwilę później tracę przytomność.
Kiedy otwieram oczy, boli mnie głowa i odczuwam zmęczenie. Mrugam kilkakrotnie, aby po chwili rozejrzeć się po otoczeniu. Miejsce, w którym jestem to pokój. Nieduży, z łóżkiem, komodą i stołem. Panuje mrok i nie jestem w stanie dostrzec nic więcej. Wstaję gwałtownie i od razu tego żałuję. Głowa pulsuje niemiłosiernie. Boże gdzie ja jestem i dlaczego nie ma przy mnie mojego brata?
Podchodzę do drzwi, chcąc jak najszybciej stąd wyjść. Ledwo co pamiętam z tamtego momentu. Policja, hałas, bieg.
Ten brunet. Boże, jeżeli on mnie porwał?! Naciskam szybko klamkę, ale na szczęście bez problemu otwieram drzwi. Wychodzę na korytarz jakiegoś mieszkania. W jednym z pokoi pali się światło, więc tam powoli się kieruję. To salon. jest pusty. Wchodzę do środka, widząc ubrania, jakieś kartki i gitarę.
– Halo? – pytam niepewnie rozglądając się.
– Jestem – słyszę.
Chłopak z wyścigów pojawia się za mną. Przygryzam dolną wargę i odwracam się, stając schować cały swój strach. Nie jestem pewna, co mam powiedzieć. Dużo myśli jest teraz w mojej głowie. Wyniósł mnie z klubu, pamiętam. I co dalej? Co zrobił? Zemdlałam czy mnie uśpił? Och, chyba to pierwsze... Ale gdzie do cholery jest mój brat?!
– Gdzie ja jestem? – pytam w końcu.
– W moim mieszkaniu – opiera się o framugę, zakładając ręce na pierś.
– W tej chwili wychodzę. – wymijam go i szukam wyjścia.
– Sama nie trafisz do domu – rzuca za mną. – Jest czwarta w nocy, a ty znajdujesz się w nieznanej sobie okolicy. Na pewno chcesz wyjść?
–  Gdzie moja torebka? – przestępuję z nogi na nogę, coraz bardziej się denerwując.
–  Tam, gdzie spałaś, ale nie wypuszczę cię o tej porze. Rano możesz iść – odpowiada i siada na kanapie.
~Christophe~
Klęczę na ziemi mocno zaciskając oczy. Pięści bolą mnie od uderzenia, a knykcie są starte. Elliot wrócił. Bez mojej Holly. Myślę, że może coś jej się stać i na nowo budzi się we mnie furia. Jej telefon nie odpowiada, a kamery w ogóle jej nie zarejestrowały. Nic nie rozumie, po prostu nic. Jak mogła wyparować? Wysłałem tam jeszcze dwójkę ludzi, prócz tych początkowych,
Cholera mnie zaraz weźmie. Nie daruję sobie jeśli cokolwiek jej się stanie. Otwieram oczy i rozluźniam dłonie, powoli wstając.
– Szukajcie jej – warczę do Nialla, który stoi najbliżej. – Szukajcie kurwa!
Blondyn kiwa głową i wychodzi z chłopakami. Ja sam jeszcze raz próbuje namierzyć jej komórkę.
No, gdzie jesteś do cholery? Holly... Tak bardzo się o nią martwię. Chciałbym ją już przytulić. Więcej nie pójdzie na żadną akcję. Nigdy. I niech mi któryś spróbuję w ogóle zaproponować coś takiego jak dzisiaj. Zabije od razu.Trzaskam monitorem od laptopa i odchylam się na krześle. Znów nie została namierzona. To znaczy... Telefon jest w klubie. Zgubiła go. Gorzej być nie mogło. To dzielna dziewczyna, ale ja wciąż się martwię i boję.
– Christophe – do gabinetu wchodzi ojciec.
Zajebiście. Tylko ojca mi tu teraz brakowało. Patrzę na niego wiedząc, że jak się odezwę to mogę powiedzieć coś czego będę żałował.
– Jak mogłeś do tego dopuścić? – pyta. Głos ma zimny, wiem, że jest wściekły.
– Znajdę ją.
– Nigdy nie powinno dojść do takiej sytuacji – uderza ręką w biurko i opiera się o nie. Patrzy na mnie. Gdyby wzrok mógł zabijać...
– Wiem, wszystko było dokładnie zaplanowane... – sam jestem na siebie wściekły, on już może sobie darować.
– Co mnie kurwa obchodzi, że było?! – traci nad sobą panowanie. –O co prosiłem?! Zawsze miałeś być przy niej. Nie było cię. Nie było, Christophe.
Zaciskam pięści i wychodzę z pokoju w jeszcze gorszym humorze. On nigdy nie może sobie darować. Dobrze wiem, że zawiodłem. Wiem, że ona jest gdzieś bezbronna... Wiem to wszystko i nic nie mogę zrobić. To znaczy mogę szukać i będę to robić, ale obwiniam siebie. Jak ją wezmę w ramiona, to już nie wypuszczę. Tak bardzo ją kocham... Jest taka delikatna i krucha. Mimo, że wydaje jej się nie wiadomo co. Łatwo ją skrzywdzić, a moim zadaniem jest jej bronić.
Nie zmrużam tej nocy oka nawet na chwilę. Jeżdżę ulicami miasta przeszukując każdy zaułek.
Siedzę w aucie, opierając czoło o kierownicę. Jest coś po siódmej. Zaparkowałem pod domem, ale nie mam siły tam wejść. Na fotelu obok leży telefon, broń i papierowy kubek po kawie. Pierwszy raz mało obchodzi mnie bałagan w samochodzie. Chcę tylko moją Holly...
Nie wiem ile czasu mija. W pewnym momencie słyszę silnik, który kojarzę. Tego dźwięku nie da się pomylić. Wysiadam z samochodu tak szybko, że prawie się wywracam. Mój koszmar się skończył.
Holly wychodzi z niebieskiego nissana przebrana w nie swoje ubrania. Włosy ma w kompletnym nieładzie, a na twarzy maluje się zmęczenie.
– Skarbie – podbiegam do niej, przeskakując leżak na trawniku.
Nie mam pojęcia co tam robi, ale to nieważne. Biorę moją siostrę w ramiona. Oplata moją szyję również zmniejszając odległość między nami. Podnosząc nieco wzrok dostrzegam znanego mężczyznę. Nie wiem czy mam mu dziękować czy mu wpierdolić.
– Nigdy więcej – obiecuję dziewczynie.
Delikatnie ją odsuwam i staje przed. Patrzę wyczekująco na chłopaka.
– Pomógł mi... – słyszę za plecami. Brunet jedynie wzrusza ramionami.
– Wyprowadziłem ją z klubu, była u mnie przez noc, resztę sama ci opowie. Myślę, że to było bardzo nieodpowiedzialne, bo w zamieszeniu nie widziała żadnego z  ochroniarzy i nie mogła wyjść – patrzy na mnie uważnie.
Wiem jakie to było! Elliot i Vincent już dostali za swoje. Niech lepiej nie zaczyna mnie pouczać.
Zaczynam się denerwować, zaciskając dłonie w pięści. Przywalę mu, naprawdę. Chociaż to nie jego wina.
– Hollyday, do domu – rzucam przez ramię. – Dzięki za rady... Nawet nie wiem jak się nazywasz – warczę do bruneta.
– Christophe, proszę... – zaczyna mała podchodząc do mnie.
Zna mnie i boi się, że rzeczywiście poniosą mnie emocje.
– Idź do domu – mówię. Naprawdę wolałbym, aby tego nie widziała.
– Pilnuj jej. I nie wysyłaj na sprzedaż tego szajsu – chłopak mierzy mnie wzrokiem i wsiada do auta. Ruszam już w jego stronę i oberwałby, gdyby nie moja siostra, która łapie mnie za rękę i całkowicie wtapia się w mój tors. Wie, że tak nie jestem w stanie jej odrzucić.
Obejmując Holly, patrząc jak samochód odjeżdża. Jestem zły i zmęczony. Nic dziwnego, że mógłbym go trochę skrzywdzić.
– Chodźmy do domu...
Podnoszę dziewczynę i wchodzę do środka. Już wszystko jest dobrze. Sytuacja opanowana, a Holly bezpieczna.Idę z brunetką uwieszoną na mojej szyi z nogami wokół bioder. Jest jak mała, małpka potrzebująca ciepła. Omijam chłopaków, ojca i bez słowa wchodzę na górę. Obydwoje potrzebujemy odpoczynku. Snu. To była bardzo długa noc.
Kładę się z nią na jej łóżku. Boże, jak dobrze jest mieć ją wreszcie kolo siebie.
– Śpij, królewno – szepczę, głaszcząc ją po miękkich włosach. Nie podoba mi się to, że pachnie innym mężczyzną, ale nie mam siły by ją teraz przebrać.
– Wiesz, że bardzo cie kocham? – mruczy sennie.
– Ja ciebie też bardzo kocham – odpowiadam, całując małą w czoło.
Mówi coś jeszcze, ale tak cicho i niewyraźnie, że już tego nie rejestruje. Gdy mam pewność, że Holly śpi, sam również odpływam.
~~*~~
Powoli akcja zaczyna się rozwijać. W tej chwili mamy 17 rozdziałów, które czekają na opublikowanie.
Wszystko zależy od was. Będziecie komentować i będziecie aktywni na Twitterze, rozdziały będą pojawiały się szybko. :)
#Spectreff

9 komentarzy:

  1. Rozdział genialny! Aż brakuje słów aby go opisać. Czekam, aż cała akcja bardziej się rozwinie chociaż muszę przyznać, że już na początku była rozwinięta. Bardzo podoba mi się relacja Holly z Christopherem. Mam nadzieję, że kolejny rozdział pojawi się równie szybko co ten x

    OdpowiedzUsuń
  2. świetny rozdział :) już się nie mogę doczekać następnego :*

    OdpowiedzUsuń
  3. O matko daj szybko następ plissss 😄 oni sie zachowują tak słodko jak para a nie rodzeństwo 😍

    OdpowiedzUsuń
  4. Kocham ♥♥♥♥♥♥♥♥

    OdpowiedzUsuń
  5. Fajny roździał

    OdpowiedzUsuń
  6. Czy tylko mnie dziwi ta dziwna relacja brat siostra ��

    OdpowiedzUsuń
  7. Nowy błagam! Opowiadanie jest super tylko dziwna jest dla mnie troszkę ta relacja Holly z bratem...

    OdpowiedzUsuń