środa, 11 listopada 2015

Rozdział 4

~Hollyday~
Siedzę na masce samochodu mojego brata. Nie ściga się, będzie to robił Liam. Dziwne, bo cały tydzień chodził chcąc się zemścić na ostatnim zwycięzcy. Jednak na sam koniec odpuścił i zostaje ze mną. Pali papierosa, jeżdżąc ręką po mojej nodze. Wypatruje aut, które ustawiają się na starcie, kiedy ja zastanawiam się, czy i nissan ochrzczony Spectre, również się pojawi.
Jest. Przyjeżdża jako ostatni i zajmuje pierwsze z lewej strony miejsce. Zerkam na reakcję brata. Ku mojemu zdziwieniu znowu wydaje się być zadowolony. Wyrzuca peta i klaszcze w dłonie. Uśmiecha się do mnie lekko. Nie rozumiem go i nie zrozumiem. Nawet wolę nie pytać. Wzdycham tylko i patrzę na auto Liama. Mam nadzieję, że wygra.
Przed samochody wychodzi ta suka Amanda. Poważnie nie mogę zrozumieć co ci mężczyźni w niej widzą. Nawet nie wiem kiedy, a ruszam w jej stronę zabierając bratu zapałki rozpuszczając swoje włosy. Staję przed nią przez co wokół zapada kompletna cisza. Uśmiecham się sztucznie i zapalam jedną zapałkę. Przystawiam ogień do flagi i po chwili jej nie ma. Ta malowana lala kompletnie nie wiedząc co zrobić po prostu ucieka. O to chodziło. Odwracam się przodem do aut. Staję w lekkim rozkroku zdejmując moją skórzaną kurtkę. Podnoszę ją i to ja puszczam wyścig. Kładę ręce na biodrach, odwracając się. Dym opada, a auta są już prawie przy zakręcie. Słyszę za sobą okrzyki, wołania i śmiechy. Staję przy chłopakach, Niall podaje mi butelkę z piwem rozbawiony. No nie, okres mu przeszedł.
Biorę alkohol i od razu przykładam do ust zerkając na Christophe'a.
– Niezłe przedstawienie, siostrzyczko –  kładzie dłonie na moje biodra, uśmiechając się.
– Podobało ci się? – pytam zadowolona z siebie.
– Podobało – całuje mnie w policzek. – Pasujesz tam lepiej niż ona.
– Teraz kolej Liama na popisanie się. – mruczę znów smakując piwa.
Zostaję przy Niallu, cierpliwie czekając. Mój brat znika, zapewne rozprowadzić towar po publiczności. Ostatni tydzień minął normalnie. Dwa pierwsze dni byłam przepytywana przez tatę. Prawie na krok mnie nie opuszczał. Ciągle był obok. To kochane, ale... nic mi nie jest. Nic się nie stało. Nie bardzo podoba mi się aż taka kontrola jaką teraz mam. Przecież no ludzie... Nikt mnie nie zastrzeli pod prysznicem. Powinni odpuścić. Nie mam co się kłócić, muszę poczekać. Uśmiecham się pod nosem widząc auto Payne'a. Jest tak blisko wygranej. Zza niego wyłania się nissan. No nie! Wyprzedza Liama, driftując od krawędzi do krawędzi toru. Przekracza metę i wygrywa wyścig.
Waham chwilę, ale postanawiam podejść do zwycięzcy. Tym razem kierowca nawet nie wysiada. Zawraca auto i odjeżdża, zostawiając jedynie dym za sobą. Staję jak zamurowana i zapewne z otwartą buzią. Co za cham! Przyjeżdża nie wiadomo skąd, nikt nie wie kim jest, wygrywa i odjeżdża, ignorując mnie. Czuję przypływ złości. Odwracam się na pięcie i z zaciśniętymi dłońmi wracam do samochodu brata. Straciłam nastrój na zabawę. Wsiadam do środka i czekam, aż Christophe wróci. Wiem, że teraz będzie impreza, kolejna sprzedaż towaru, ale jeśli go poproszę to wrócimy do domu. Gdy nie ma go do dwudziestu minut, pochylam się nad kierownicą i trąbię dwa razy. Czekam jeszcze trochę, ale w końcu do mnie wraca. Rzuca na moje kolana plik pieniędzy i odjeżdża, śpiewając pod nosem.
– Jesteś nienormalny – mruczę, opierając głowę o szybę.
– Zarobiliśmy dzisiaj dużo. W sobotę zmieniamy tor. Niedaleko, ale zupełnie inna bajka. Bardziej niebezpieczna. Muszę się przekonać, jak bardzo umie jeździć nasz jeźdźca znikąd. 
– Ja się nie wybieram – zastrzegam ściągając szpilki. Rzucam je na tylne siedzenie i przekręcam się po czym wykładam nogi na kolana blondyna.
– Oczywiście, że jedziesz. Bo to ja będę się ścigał – uśmiecha się. – A ty będziesz siedziała obok.
– Ze mną czy beze mnie... dasz sobie radę.
–  Musisz mi przynieść pecha.
– Pecha? – marszczę brwi patrząc na niego.
Nie odpowiada. W ciszy dojeżdżamy do domu. Postanawiam zrobić nam kolację. Przebieram się w koszulkę Christophe'a, żeby było mi wygodnie i idę do kuchni. Decyduje się na krewetki. Mój brat je uwielbia. Wyciągam owoce morza z zamrażalnika i podczas gdy one czekają na swoją kolej, ja zajmuje się robieniem sosów. Przy okazji pomijam sobie zrobionego wcześniej drinka. Jest mocny, ale takiego właśnie potrzebuje. Blondyn chyba jest jeszcze w garażu i robi ostatnie poprawki przy swoim skarbie. Zdecydowanie przydałaby mu się kobieta. Może wtedy przestałby traktować ten samochód jak życiową miłość. Gotową kolację układam na dużej tacy i kiedy się odwracam prawie ja Wypuszczam z rąk widząc blondyna tuż przed swoim nosem. Jak długo tu stał? 
– Przestraszyłeś mnie...
– Lubię patrzeć jak gotujesz – odpowiada, odbierając ode mnie tacę. – Jesteś wtedy w innym świecie, nucisz pod nosem i zawsze wszystko spod twoich rąk jest dobre. Weź wino i kieliszki – prosi, a potem znika w jadalni.
Uspokajam bicie serca i podchodzę do witryny. Biorę dwa kryształy i dołączam do brata. Mam nadzieję, że teraz będzie bardziej rozmowny niż ostatnio.
– Ładnie ci w moich rzeczach – stwierdza, nalewając nam wina.
–  Są wygodne –  śmieje się, klękając na krześle.
Uśmiecha się do mnie i zabiera za jedzenie. Ja też jestem głodna. Zerkam na zegarek wiszący na ścianie w kolorze kawy. Jest przed pierwszą w nocy.
– Więc zagrajmy w prawdę lub wyzwanie – proponuję.
Patrzy na mnie i odchyla się na krześle, biorąc kieliszek.
– W porządku.
– Prawda czy wyzwanie? – zaczynam.
– Prawda.
– Co zamierzasz z tym nieznajomym? – pytam naprawdę tego ciekawa.
– Chcę go sprawdzić. Prawda czy wyzwanie? – odpowiada.
– Wyzwanie – mówię nie usatysfakcjonowana jego odpowiedzią.
Przez chwilę myśli, jeżdżąc palcem po kieliszku, a ja cierpliwie czekam. Christophe należy do osób kreatywnych.
– Będziesz musiała się wykazać – mruczy i pochyla się nad stołem. – Zapoznaj się z właścicielem Spectre.
- Co? - kompletnie mnie zaskakuje.
- Poznaj się z kierowcą Spectre. Chcę wiedzieć jak ma na imię, skąd jest i czy zamierza zostać. I oddaj mu jego rzeczy, które ci pożyczył - poprawia się na krześle. - Prawda.
– Czyś ty oszalał? – to od razu nasuwa mi się na pytanie dla niego.
– Zawsze twierdziłem, że jestem wariatem i wykraczam poza normę, ale wierzę w moją siostrę i wiem, że sobie poradzi – wzrusza ramionami.
Kiwam głową myśląc nad tym. Mogę spróbować skoro to dla niego ważne. Chcę pomóc jeśli tylko będę w stanie.
– Prawda, braciszku.
– Podoba ci się jakiś chłopak i chciałabyś od niego czegoś więcej? – patrzy na mnie uważnie, jakby ta odpowiedź miała coś zmienić.
Czasem naprawdę go nie rozumiem.
– Chciałabym kogoś poznać – przyznaję nieśmiało. Wiem, że jemu mogę powiedzieć wszystko.
– Martwię się, pamiętaj – wyciąga rękę i kładzie ją na mojej dłoni. – Wyzwanie, słoneczko – uśmiecha się, więc i ja to robię.
Hm… Nie jestem pewna, co mogłabym mu wymyślić. Daję sobie kilka minut.
– Pozwól mi się jutro ścigać – wypalam.
Otwiera szeroko oczy, patrząc na mnie jak na idiotkę. Zabiera rękę, znów odchylając się na krześle.
– Oszalałaś chyba.
– W końcu jesteśmy rodzeństwem.
Krzywi się, wywracając oczami.
– Zabawne. Nie ma mowy. Już raz przeżyłem koszmar, więcej nie chcę. Wyczerpałaś limit. Przynajmniej w tym miesiącu.
– Christophe, to twoje wyzwanie – uderzam ręką w stół.
Patrzy na mnie gniewnie, wiem, że go wkurzyłam. Jak chcę mu podnieść ciśnienie jeszcze bardziej to mogę zdrobnić jego imię. Wtedy pewnie mnie rozszarpię.
– Chrise... – ledwo powstrzymuje wybuch śmiechu.
– Przestań – warczy i wstaje.
Chwilę później przerzuca mnie przez ramię, kierując się na górę.
– No słodziaku mój..
– Jutro nie. W sobotę. Do soboty zaczniesz ćwiczyć. Inaczej nie pojedziesz. Pasuje?! – krzyczy, wchodząc ze mną po schodach.
– Nie! – uderzam go z całej siły w plecy.
– Nie wkurwiaj mnie! – rzuca mną jak poduszką na łóżko. – Innego wyjścia nie ma. Rozumiesz?
– Jesteś głupi - pokazuję na niego palcem – więcej z tobą nie gram.
Pochyla się nade mną i rozpoczyna tortury. Łaskocze mnie, a ja próbuję go odpychać. Wiadomo, że wygra, ma sto razy więcej siły. To nie jest fair. Ja cierpię.
–Chrise! – niechcący kopie go w nos i zaczyna lecieć z niego krew.
– Nie odzywaj się do mnie dzisiaj, przysięgam. I jutro też nie - jęczy, idąc do łazienki.
– Przepraszam – piszczę lecąc za nim. Biorę torebkę z lodem.
***
Oddycham spokojnie, zaciskając palce na kierownicy. Mrużę oczy, patrząc na tor przed sobą. Niall stoi na poboczu z rękoma założonymi na pierś. Liam za to siedzi obok, czekając aż ruszę. To mój trzeci trening i jestem w bardzo dobrym humorze. Dawno nie jeździłam, będę łamać zasady!
– Teraz będziesz wykonywać Feint Drift – mówi brunet, kiedy zapalam silnik. Przed zakrętem wykonujesz skręt w odwrotnym do zakrętu kierunku, po czym nagłym ruchem zarzucasz autem w prawidłową stronę. To powoduje zapoczątkowanie poślizgu. Następnie przejdziesz do strzału ze sprzęgła. W trakcie przechodzenia przez zakręt kierowca naciskasz na chwilę sprzęgło, by po chwili energicznie je odpuścić, co spowoduje "strzał" i nagłą utratę przyczepności – wyjaśnia mi jak dziecku. – Rozumiesz?
– Pewnie – prycham rozumiejąc może połowę tego wszystkiego. Ja zdecydowanie wolę praktykę od teorii.
– Ruszaj, tylko pamiętaj… - odrzuca go do tyłu na fotel, gdy mocno naciskam gaz. – Hej! Jedziesz ze mną, a nie sama! Ze mną nie możesz się zabić, sama rób co chcesz!
– Nie bądź baba – śmieję się gwałtownie skracając.
– Wiesz, ja się boję tylko jednej rzeczy w życiu. I to jest jazda z tobą. Tego lęku nie da się zniwelować - mruczy pod nosem.
– Przesadzasz – zerkam na niego i po chwili hamuję obok auta Horana.
– Jeszcze raz. Nie zrobiłaś wszystkiego.
– I nie zrobię jeśli nie wyjdziesz. Twoje gadanie jest wkurzające.
– Muszę widzieć jak obsługujesz komputer. Jeszcze raz.
Wzdycham i ponownie odpalam silnik ruszając.
Tym razem uważnie wykonuję każde polecenie. Mój drift będzie najlepszy. Wygram ten wyścig. Wygram ze Spectre, auto mam świetnie dopracowane. Niall pracował nad silnikiem i innymi bajerami. Nie znam się na tym, ważne, że jeździ.
– Hollyday, posłuchaj teraz uważnie. Podczas wyścigu przejedziecie dwie dzielnice, nie będzie czasu na myślenie. Komputer pokaże ci najszybsze drogi, ale nie najbezpieczniejsze. Licz się z wyścigiem przez most.
– Okay – mówię beztrosko. Chyba jeszcze nie dociera do mnie powaga sytuacji.
– Malik… – kręci głową.
Wzruszam ramionami i robię jeszcze jedno okrążenie, omijając przeszkody i popisując się. Przecież umiem to, inaczej bym nie brała udziału w wyścigu. No i powiedzmy sobie szczerze, gdyby mój brat ani trochę mi nie ufał, nie puściłby mnie. Zwłaszcza, że jest chyba najbardziej nadopiekuńczym człowiekiem świata względem mnie. Liam wraca z Niallem, a ja zostaje sama. Ruszam do domu jednak po drodze nie uchodzi mojej uwadze znane niebieskie auto stojące pod drzewem na skarpie widokowej. Waham się chwilę, ale w końcu zjeżdżam pakując parę metrów od niego. Najwyżej mnie zepchnie, zastrzeli, udusi... Wychodzę z auta i idę w stronę bruneta siedzącego na powalonym drzewie. Widzę, że skręca papierosa w palcach, skupiony na tym zadaniu. Ma na sobie czarną koszulkę i trochę przetarte jeansy.
– Popracuj nad długim driftem przed wejściem w zakręt – odzywa się, nie patrząc na mnie.
– Kim ty jesteś człowieku? – nie wytrzymuję i wprost zadaję to pytanie.
– Uczestnikiem wyścigów, kierowcą – wzrusza ramionami i podnosi głowę. – Zamierzasz ścigać się w sobotę? – lustruje mnie wzrokiem. – Możesz nie wyjść z tego cało, ale skoro cię wystawiają, to może wiedzą co robią. Chociaż gdy prosiłem twojego brata, aby cię pilnował, nie to miałem na myśli.
– Co ci do mojego bezpieczeństwa?
– Jesteś dziewczyną, nie chciałbym, żeby coś ci się stało.
– Jestem Hollyday – wyciągam rękę w jego stronę.
Podnosi się i wkłada papierosa do pudełka. Podaje mi swoją dłoń.
– Hollyday Malik, wiem – odpowiada i podchodzi bliżej. – Uważaj.
– Ty mi się nie przedstawisz? - zadzieram głowę do góry, żeby utrzymać z nim kontakt wzrokowy.
– W swoim czasie – szepcze, odgarniając mi kosmyk włosów.
Inaczej planowałam przebieg naszej rozmowy. Teraz nie bardzo wiem co mam powiedzieć. Nie jestem w stanie nawet się odsunąć. Miałam wykonać zadanie. Obiecałam, że go poznam. A on? Znów mnie ignoruje. Odchodzi do samochodu.
– To niefajne co robisz, wiesz? – rzucam za nim kiedy już odpala silnik.
– Co robię, maleńka? – patrzy na mnie przez otwarte okno.
– Myślisz, że wszystko ci wolno. Pojawiasz się i odchodzisz kiedy ci się podoba.
– Ty się tu pojawiłaś, ja byłem pierwszy. Chcesz zacząć ograniczać mnie czasowo? - kpi rozbawiony.
– Chcesz zgrywać niedostępnego? – naśladuję jego ton głosu.
– Nie wiedziałem, że jesteś zainteresowana. Trzeba było tak od razu – odpowiada.
– Zazwyczaj to dziewczyny lubią być zdobywane – podnoszę brew. Mam nadzieję, że chociaż trochę wychodzi mi podrywanie, a nie ośmieszam się przed nim.
– Powodzenia w sobotę – uśmiecha się złośliwie i wycofuje samochód, a później odjeżdża.

– Złamas – mruczę. Ale te oczy to ma ładne...
~~~*~~~Cieszę się, że zauważacie ich dziwną relację. Oto wchodzi. Jesteście spostrzegawczy. Christophe musi ją bardzo kochać. Zasada pozostaje ta sama - komentujecie, to rozdziały są szybciej.

9 komentarzy:

  1. Super mega świetny ♡♡♡ juz się nie mogę doczekać następnego :* ❤

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie dałoby się jej nie zauważyć. Jest bardzo specyficzna i intrygująca. Mi osobiście się ona podoba.
    Rozdział przypadł mi do gustu, a w szczególności ten pomysł z grą w prawda czy wyzwanie. Dzięki temu może wziąć udział w tym wyścigu i ma go poznać. Niesamowity pomysł! Czekam zniecierpliwiona na kolejny rozdział x

    OdpowiedzUsuń
  3. Troche sie boje jeżeli relacja brata z siostrą jest taka to jaka będzie relacja chłopaka z dziewczyną 😂 kocham już to opowiadanie 😍

    OdpowiedzUsuń
  4. Kocham, kocham, kocham, kocham! Obstawiam, że ta relacja jest chora i jeszcze będzie małżeństwo, kazirodztwo czy coś takiego. Nie no żartuje... A jeśli mam rację? Normalny brat jest wredny a przynajmniej mój. Ale kwestia tego, że zostaje jeszcze spectre. Proszę nie trzymaj nas długo w niepewności.

    OdpowiedzUsuń
  5. Hollyday i Christopher zachowują się jak para xD tak urocza.
    No no ona i wyścigi. Źle się to skończy chociaż może on ją upominał bp czuje zagrożenie hm...hm...tyle pytań a odpowiedz w następnym rozdziale XD
    Nie mogę się już doczekać.
    Cari

    OdpowiedzUsuń
  6. Kocham ♥♥♥♥♥♥♥♥♥

    OdpowiedzUsuń